Przebojowość w moim rozumieniu to element chwytania za duszę, porywania słuchacza – Anowa [WYWIAD]

Anowa (Agnieszka Nowakowska) – artystka, songwriterka i wokalistka. Tworzy i wykonuję własną muzykę, ponieważ znalazła w sobie odwagę, żeby wreszcie robić to, o czym marzyła przez całe życie. Gdyby miała określić siebie jednym słowem? ODWAGA. Wyszła z szarości, czerni w kierunku jasnej i kolorowej strony życia. Stara się to oddać w swojej muzyce. Przekazać cały wachlarz emocji, jakich doświadcza. Jest dowodem na to, że wszystko jest możliwe. Na nic nie jest za późno. O swoich początkach, inspiracjach i planach wydawniczych, w rozmowie z M MAG opowiada sama Artystka

M MAG: Od czego zaczęła się twoja muzyczna podróż i jakie ważniejsze przystanki na niej zaliczyłaś?

Anowa: Moja muzyczna podróż zaczęła się od kołyski, kiedy okazało się, jak bardzo łatwo wzruszam się jako małe dziecko od mollowych nastrojów i rzewnych melodii. Czasami trzeba było wyłączać muzykę, bo lało się za dużo łez. Potem, pewnie jak większość śpiewających osób, weszłam w etap sporadycznych występów w latach szkolnych. Były wielkie rozbudzone marzenia i równie wielka niewiara w siebie. Nastąpiła długa, długa przerwa, podczas której nie działo się nic, ponieważ dopadło mnie przekonanie, że już jest za późno na aktywne muzykowanie. Głód dźwięków okazał się jednak na tyle silny, że zaczęłam tworzyć w pandemii własne utwory. Mając 42 lata rozpoczęłam współpracę z muzykami, żeby zacząć je wydawać. Te pierwsze nieśmiałe produkcje były dla mnie etapem poszukiwania mojej drogi.

M MAG: Twój debiutancki album ma się ukazać pod koniec tego roku – wszystkie utwory już gotowe, czy nadal praca wre?

Anowa: Wszystkie utwory są napisane, zaaranżowane i prawie gotowe. Natomiast to słowo „prawie” najlepiej określa moment, w którym jestem. Zamknięte są trzy single, które już się ukazały. Reszta utworów jest w toku prac. W czerwcu odbyły się nagrania kwartetu smyczkowego do siedmiu piosenek. A przez najbliższe dwa miesiące będziemy kończyć wokale i chórki. Branża muzyczna ruszyła po pandemicznym zastoju, pora roku sprzyja koncertom, więc trudno zgrać terminy zaangażowanych osób.

M MAG: Podkreślasz, że dotąd wydane utwory nie są najbardziej przebojowymi – czego w takim razie powinniśmy się spodziewać po pozostałych?

Anowa: Przebojowość w moim rozumieniu to element chwytania za duszę, porywania słuchacza. To taka moja indywidualna definicja. Mogę się pomylić, ale wyczuwam, że kolejne kompozycje, które się ukażą mają na to większe szanse. Te piosenki będą w warstwie aranżacyjnej bardziej rozbudowane instrumentalnie, na przykład o wspomniany kwartet smyczkowy. Już samo to powoduje, że stają się bardziej nośne. Każdy utwór opowiada jakąś historię. Zaczęłam od „Nie boję się już bać” – najbardziej skromnej oraz intymnej kompozycji. Tutaj odsłaniam kawałek prawdziwej historii o moich początkach. Bez lukru, grając na ukulele tak, jak potrafię, przekazałam ten moment nieśmiałego późnego debiutu. To nie był materiał na przebój. To było moje „powitanie”. Single zostały ułożone zgodnie z moim intuicyjnym kluczem od takich prostszych do bardziej rozbudowanych. Zahaczamy o lato, więc wybór ostatniego utworu „Hamak”, który miał premierę na początku wakacji, był tutaj niejako oczywisty. Na pewno ma elementy przeboju, skoro dostał się ostatnio na listę przebojów Radia Poznań. Oby kolejne zyskiwały swoich odbiorców.  

M MAG: Kierunek jaki obrałaś to miks tradycyjnych polskich piosenek i nowoczesnych trendów. Co cię inspiruje?

Anowa: Na bardzo podstawowym poziomie inspiruje mnie muzyka z lat mojego dzieciństwa i młodości. Czyli wykonawcy, których lubili moi rodzice. W domu mieliśmy solidne głośniki i sprzęt grający marki Unitra. Był magnetofon szpulowy, był gramofon i dźwięki polskich zespołów lat 60-tych, 70-tych i 80-tych. Czerwone Gitary, Anna Jantar, Piotr Szczepanik, Breakout, itp. Były również utwory zespołu The Beatles, do których w podstawówce pisałam polskie wersje tekstu. Oczywiście bez znajomości angielskiego, ale wiadomo, że „love” to miłość, więc jakoś to szło. Lubiłam również słuchać mojej babci i jej siostry, które śpiewały starsze utwory na głosy. Pamiętam, że płakałam przy piosenkach typu „Jarzębina”. Później słuchałam już swoich wyborów muzycznych, jednak ze względu na moje warunki psychoficzyczne trzeba jasno powiedzieć, że tamte lata odcisnęły głębszy ślad niż Depeche Mode, czy The Doors. Od paru lat z przyjemnością zatapiam się w utwory Dawida Podsiadły, Kaśki Sochackiej, Korteza, czy Ralpha Kamińskiego.

M MAG: Jesteś autorką słów i współautorką muzyki do wszystkich swoich singli. Co powstaje pierwsze – melodie czy słowa?

Anowa: Zazwyczaj w tym samym czasie powstaje jedno i drugie. Przychodzi myśl i zamiast ją wypowiadać, czy zapisywać, po prostu ją śpiewam i najczęściej nagrywam na telefon. Często tworzę w biegu, w samochodzie, więc nie mam przy sobie instrumentu. Jednak harmonię i aranżację słyszę już w trakcie tego procesu, więc staram się ją zapamiętać, żeby potem to wszystko poukładać i zapisać.

M MAG: Za produkcję odpowiada Karo Glazer – opowiedz o tej kolaboracji.

Anowa: Na warsztatach songwriterskich poznałam Karo Glazer, z którą szybko złapałyśmy wspólną pozytywną falę. To był brakujący element mojego muzycznego świata: osoba, która pomogła mi dookreślić najlepszą dla mnie drogę na początek i zorganizować ekipę instrumentalistów, z którymi mogę nagrać materiał w MAQ Records  z realizatorem Jarkiem Toiflem. Pomogła mi też uporządkować muzycznie moje piosenki i znaleźć dla nich najlepsze instrumentalne ubranie. To jest w tym kluczowe, ponieważ nadało spójnego charakteru całemu projektowi. Udało się wypracować spójny styl dla wszystkich czternastu utworów, pomimo, że tematy, emocje, które poruszam i wywołuję, są nieraz bardzo od siebie odległe. Nie chciałam, żeby to była smutna płyta o tęsknocie i niespełnieniu. Nie chciałam również opowiadać tylko o pozytywnych aspektach życia. Zależało mi na pokazaniu mojej drogi, która ma łatwiejsze i trudniejsze momenty. Z Karo udało się znaleźć klucz, który pozwala mi opowiedzieć o tym moim własnym językiem. Myślę, że fakt, iż Karo Glazer sama jest aktywną artystką był tutaj bardzo pomocny. Dzięki niej szybciej odrabiam lekcje, na czym polega działalność w tej branży. Nie wstydzę się tego, że jestem totalnie nowa. Wokalistka i producentka, która dzieli się swoją wiedzą, nie tylko muzyczną, to dla mnie jest ogromne wsparcie.

M MAG: Na albumie usłyszymy muzyków sesyjnych, takich jak: Artur Michalski – piano; Andrzej Gondek – gitara; Andrzej Zielak – gitara basowa; Jakub Jantos – instrumenty perkusyjne; kwartet smyczkowy. Czy planujesz w przyszłości skompletować swój własny skład?

Anowa: To jest na liście „do zrobienia”. Mam nadzieję, że przyjdzie na to dobry moment. Na razie świat mi sprzyja i mam wokół siebie świetnych ludzi, którzy pracują przy tej płycie.

M MAG: Co sprawiło, że już wiesz, co jest dla ciebie dobre?

Anowa: Doświadczenie, czyli inaczej mówiąc ilość nieszczęść na centymetr kwadratowy mojej duszy (śmiech). Tak poważnie: staram się bardziej wsłuchiwać w język mojego ciała i emocji. Nie bagatelizuję intuicji, momentów zbyt dużej presji. Kiedyś nie było, że „nie da się”. Teraz „może się i da, ale po co”.

M MAG: Droga do siebie jest trudna?

Anowa: To jest względne, nie czuję się na tyle autorytetem w tej dziedzinie, żeby wypowiadać się na poziomie ogólnym. Moja jest dość wyboista.

M MAG: Dokąd uciec, gdy potrzebujemy ciszy?

Anowa: Ja uciekam w zieleń, nad wodę. Pokochałam pływanie na desce SUP. Miarowe chlupanie wody podczas wiosłowania działa na mnie cudownie. Szczególnie kocham ciszę na środku jeziora wieczorową lub poranną porą.

M MAG: Zwalczenie strachu przed samotnością, życiem i strachem to recepta na szczęście?

Anowa: Myślę, że walka rodzi zbyt wiele napięcia. Zawiera w sobie niezgodę i brak akceptacji. Kiedy jestem samotna, to jestem samotna. Kiedy się boję, to się boję. Największy spokój osiągnęłam w sobie w momencie zaakceptowania stanu rzeczy. Zrobiło się więcej miejsca na docenianie i wdzięczność. Naturalnie wyzwoliła się we mnie pozytywna energia. Z bardzo smutnej i nieszczęśliwej osoby przeszłam na lepszą i przyjemniejszą ścieżkę. Dlatego „Nie boję się już bać” – wiem, że to tylko momenty.

M MAG: Masz w planach letnie koncerty?

Anowa: Mam nadzieję, że będziemy o nich rozmawiać w przyszłym roku. Na ten moment sto procent mojego czasu na muzykę pochłania kończenie płyty, wydawanie singli, a w szczególności tworzenie do nich teledysków. Za miesiąc nagrywamy kolejny do utworu „Pyza”. Wreszcie pojawią się moje ukochane smyczki.

M MAG: O czym marzy Anowa? Czego możemy ci życzyć?

Anowa: Dobrej koniunktury na rynku, żebym mogła do końca zrealizować wszystkie założenia zgodnie z moim biznes planem. To może być trudne (śmiech), więc po prostu dobrej muzyki i zainteresowania ze strony publiczności. Resztę poukładam.

M MAG: Życzę ci tego z całego serca. Dzięki za rozmowę!

Rozmowę przeprowadziła Beata Ejzenhart-Ismayilov - redaktor naczelna M MAG

M MAG POLECA:

ANOWA W SOCIALACH

http://anowamuzyka.pl/

FB: https://www.facebook.com/ANOWAmuzyka/

IG: https://www.instagram.com/anowamuzyka/

Youtube: https://www.youtube.com/channel/UCKRyXZJ7Rr0UJqiyUL5RhWg

Spotify: https://open.spotify.com/artist/0RgJCeGTVb4cRMfr2mbteZ?si=Vl1VfXn3Tdy6XeixeUC6Mw

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s