Piosenki z „S.O.S” nie opowiadają zabawnych historii – Sexy Suicide [Wywiad]

Sexy Suicide – to polski zespół grający taneczną ale zarazem melancholijną muzykę synth popową, opartą na brzmieniu starych instrumentów elektronicznych. To electro grupa mocno osadzona muzycznie w klimatach  lat 80-tych. Sporo koncertują, nie tylko w Polsce. Zespół tworzą  – Bartłomiej „Poldek” Salamon  (muzyka, teksty, syntezatory, sampling, programowanie), następczyni Mariki – Monika Kaptur (wokal, chórki ) oraz Mateusz Rogóż (gitara basowa). Znakiem rozpoznawczym zespołu jest łączenie smutnych, romantycznych melodii spod znaku New Romantic i Italo Disco, z alternatywnymi i eksperymentalnymi elektronicznymi brzmieniami, charakterystycznymi dla niemieckich industrialnych zespołów lat osiemdziesiątych. Właśnie ukazał się w sprzedaży ich czwarty album. ”S.O.S.”, jest to płyta na której parę smutnych i romantycznych historii z odległej przeszłości pewnego sosnowieckiego blokowiska, odnajduje swój dom. O zmianach w zespole, najnowszym wydawnictwie, inspiracjach i planach w rozmowie z M MAG opowiada lider zespołu Poldek.

M MAG: Idziesz jak burza! Ledwo co rozmawialiśmy w lutym ubiegłego roku przy okazji waszego trzeciego albumu „We Will Die As One” i poszukiwaniach nowej wokalistki a już mamy okazję porozmawiać o kolejnym wydawnictwie. Opowiedz jak trafiliście na siebie z Moniką i co się działo w Sexy Suicide przez ten rok.

Poldek: Tak, czas leci, a ja nie jestem typem lenia i po prostu nie lubię nic nie robić, tym bardziej jeżeli dotyczy to mojej życiowej pasji. Z Moniką znaliśmy się już wcześniej przez lata, była też w ostatnim czasie już związana z zespołem, ponieważ występowała z nami na koncertach w okresie przed nastaniem pandemii, grając na syntezatorze i odpowiadając za chórki.

Jeżeli chodzi o ostatni rok to upłynął nam on bardzo pracowicie. Od września zaczęliśmy koncertować w nowym składzie, a ja pracowałem już od jakiegoś czasu nad materiałem na nasz mini album  S.O.S. , który właśnie się ukazał. W między czasie dołączył do nas również basista Mateusz Rogóż, z którym również znaliśmy się już od jakiegoś czasu z imprez i koncertów.

M MAG: Pamiętam, że miałeś szereg jasno sprecyzowanych oczekiwań względem nowej wokalistki. Co zadecydowało o wyborze Moniki?

Poldek: Tak jest. Przede wszystkim pasja i zamiłowanie do muzyki synth pop z 80s, oraz ogólnie tamtej dekady,  poglądy które są kompatybilne z moimi, determinacja i traktowanie tego co robimy na poważnie, a także nie ma co ukrywać odpowiedni „look” pod względem stylistycznym.

M MAG: Album S.O.S. to zbiór czterech premierowych kompozycji, zawierającymi smutne hity z osiedla, wierne 80-sowym brzmieniom. Moją szczególną uwagę zwrócił utwór „Nikt nie woła” dedykowany Zofii Marcinkowskiej (1940-1963). Opowiedz o nim coś więcej. 

Poldek: Haha, tak – „smutne hity z osiedla”, podoba mi się to określenie, ale na poważnie to tak właściwie jest. Natomiast Zofia Marcinkowska, to jedna z moich ulubionych polskich aktorek, niestety dość zapomniana. Jej historia jest bardzo tragiczna. Zofia miała 23 lata kiedy zginęła śmiercią samobójczą z rozpaczy po tym jak była przekonana, że przypadkowo zabiła swojego oprawcę-narzeczonego. Generalnie coś, co nie powinno się nigdy wydarzyć. Tytuł piosenki pochodzi od najbardziej znanego i kultowego już dzisiaj obrazu z jej udziałem. Film to studium psychologiczne dwojga młodych ludzi, który przeżyli wojnę i z trudem próbują odnaleźć się w nowej rzeczywistości, będąc względem siebie nieufni, przesiąknięci traumami, a jednocześnie spragnieni miłości. Obraz miał być swoistym rozliczeniem z Wajdowskim „Popiołem i diamentem”, natomiast w formie artystycznej z zamierzenia był próbą przeniesienia konwencji francuskiej nowej fali na polskie ekrany. To tematyka, która od zawsze mnie fascynowała, a kino stanowi dla mnie znaczącą inspirację.

M MAG: Najnowsze wydawnictwo wydaliście całkowicie własnym sumptem. Niech żyje niezależność? (śmiech)

Poldek: Zadecydowały o tym  dwie kwestie. Po pierwsze, z racji tego, że wymyśliłem sobie taki koncept nawiązania do młodzieńczych wspomnień z dzielnicy, do tego co było i jak się to robiło w latach 90tych i początku dwutysięcznych, konsekwencją czego musiało być podjęcie działania DIY i tym samym „zmuszenie” zainteresowanych do zdecydowania się na zakup płyty CD. Chciałem żeby ludzie przypomnieli sobie jak to było, aby wszystko przywodziło na myśl czasy punkowych zinów, xerowanych okładek i plakatów, nagrywanych w domach kaset magnetofonowych, płyt CD i wymienianiem się wszystkim. Stąd też ascetyczna, czarno-biała forma okładki, która ma kojarzyć się właśnie z kopiami z osiedlowych punktów xero. 

Druga sprawa to to, że z grubsza rzecz biorąc zaczął mnie już powoli wkurwiać ten cały system działania wytwórni oraz sposób traktowania przez nie artystów. Nie wiem, może to jednorazowa inicjatywa, ale postanowiłem zaeksperymentować w ten sposób. 

M MAG: Czy album będzie  dostępny w wersji cyfrowej?

Poldek: Nie wykluczam tego, ale też nie potwierdzam (śmiech).

M MAG: Poza szarym niebem nad betonowym miastem i nocnym życiem wśród zimnych neonów, co jeszcze inspiruje Sexy Suicide?

Poldek: Z tą płytą to bardzo bliska mojemu sercu sprawa, ponieważ główną inspiracją do jej powstania jest właściwie moje miasto – Sosnowiec, w którym mieszkam od urodzenia. Konkretnie dzielnica Stary Sosnowiec i wspomnienia związane z moim dorastaniem w przedmiejskim prl’owskim blokowisku – Osiedlu Piastów, na którym się wychowywałem. Miejsce to pomimo swojego brutalistycznego, ponurego i monotonnego architektonicznie charakteru, w latach 90’s i na początku 00’s (kiedy byłem nastolatkiem) wcale nie było nudne. Wręcz przeciwnie, były tam super miejsca, mieszkało tam dużo ciekawych i oryginalnych ludzi przez co dochodziło często do szalonych i abstrakcyjnych sytuacji (pewnie z resztą jak w większości takich molochów w tamtych latach). Oczywiście były to też bardzo brutalne czasy wojen subkultur, dzielnic, ulic… , „krojenia”, niebezpiecznych bram, pierwszych boomów narkotykowych na osiedlach, picia tanich win, dyskotek pod blokami, zjeżdżania ‚maluchem’ po schodach z mostu, wariackich huśtawek nad rzeką Brynicą zrobionych z węży strażackich ukradzionych z blokowych hydrantów i kawałka patyka, oszukiwania trefnymi żetonami w salonie gier obok boiska, motorynek (często składanych samemu), pijackich eskapad ‚na centrum’, wypożyczalni VHS w moim bloku,  przesiadywania na ławkach całą noc, klubów w piwnicach… mógłbym bardzo długo wymieniać. Zresztą ten kto to tam był i to przeżył, ten wie.  Wiesz jak to się mówi, im brzydsze miejsce – tym lepsza zabawa. Cała ta atmosfera tamtych momentów i miejsca, a może raczej nostalgia i tęsknota za nią jest dla mnie bardzo inspirująca. Jednak piosenki z „S.O.S” nie opowiadają akurat zabawnych historii. Powiedziałbym, że jest to zbiór synth pop’owych  piosenek opowiadających smutno-romantyczne historie, których wspólnym motywem liryzmu jest złamane serce w blokowym środowisku, charakterystycznym dla Sosnowieckiego przedmieścia. Tym razem chodziło o całkowite wyzbycie się eskapizmu.

M MAG: Samej tęskno mi do tamtych czasów… S.O.S jest przedsmakiem albumu długogrającego?

Poldek:  Tak bym chciał i jeżeli do tego dojdzie, to będzie on w dużej mierze kontynuacją tematu podjętego na „S.O.S.”.

M MAG: Trudno na ten moment uznać to za schemat, ale jednak raz po raz – aż dwa razy  (śmiech) – spotykamy się w dość „charakterystycznych” czasach. Za pierwszym razem w „czasie zarazy”, obecnie w „czasie wojny” tuż za rogiem. Strach pomyśleć co będzie za rok. Czy ta zmieniająca się jak w kalejdoskopie rzeczywistość wpływa na twoje podejście do muzyki?

Poldek: No właśnie, co będzie następne? Pizze z żyletkami czy piwo z kwasem solnym? 

Oczywiście my aktualnie nie jesteśmy w najgorszej sytuacji, wojna póki co nie dotyka nas bezpośrednio, jednak to dosyć mglista kwestia co przyniesie kolejny rok, miesiąc, a nawet dzień. Dlatego też uważam, że należy stanąć na wysokości zadania i pomóc naszym sąsiadom, przecież nie wiadomo kiedy my znajdziemy się w podobnej sytuacji i nam przyjdzie uciekać ze swojego miejsca. Nie trudno wyobrazić sobie teraz sytuację że pewnego wieczora gdy oglądając film ze swoim partnerem i paląc jointa, bomby zaczną spadać na nasze dachy, ponieważ jakiś psychopata podjął taką decyzję.

W tym wypadku na pewno wpływa to na moje podejście do muzyki, pod kątem tego w jaki sposób mogę za jej pośrednictwem coś zmienić – chodzi głównie o pomoc ludziom w sytuacji, o której wspomniałem. Niezależnie od tego moim zdaniem każdy rodzaj sztuki jest chęcią  skłonienia odbiorców do refleksji, pochylenia się nad danym tematem, co za tym idzie, jakkolwiek to zabrzmi – chęcią zmienienia świata. W związku z tym prowadzimy od pewnego czasu zbiórkę pieniędzy ze sprzedaży naszych płyt, które w całości przeznaczymy na zakup artykułów spożywczych, a następnie przekażemy do sosnowieckiego Gastronomika (tak na marginesie, którego jestem absolwentem). Szkoła ta od jakiegoś czasu zmieniła w miejsce pobytu ukraińskich rodzin, a posiłki dla gości z Ukrainy, którzy mieszkają tymczasowo w wydzielonej części szkoły, powstają przygotowywane przez uczniów z produktów które zebrane zostały w ramach zbiórek. Z reszta więcej o ich zaangażowaniu i całej inicjatywie możecie przeczytać TUTAJ.

M MAG: Udało wam się już zagrać pierwsze koncerty w tym roku, kolejne na horyzoncie? Gdzie można będzie was usłyszeć?

Poldek: Aktualnie mamy bardzo intensywny czas. Właśnie ukazał się nasz wspomniany mini album „S.O.S.” a ostatnio zagraliśmy udane koncerty w zabrzańskim klubie CK Wiatrak. Jesteśmy świeżo po realizacji nowego teledysku do utworu “Klatka”, co za tym idzie od kwietnia chcemy najzwyczajniej odpocząć i zrobić sobie przez najbliższe dwa miesiące chwile przerwy, podczas której oczywiście na spokojnie będziemy przygotowywać się powoli do kolejnych koncertów.

Na pewno będziecie nas mogli zobaczyć w tym roku 25 czerwca w warszawskim Potoku, 20 sierpnia w Olsztynie na GreenHops Music Fest gdzie wystąpimy razem ze znajomymi z zaprzyjaźnionych zespołów ze sceny alternatywnej, 27 sierpnia w Sosnowcu, a także 19 listopada w Bielsku Białej podczas jubileuszowego ‚Nacjonalizm? Nie dziękuję! Fest X’ gdzie wystąpimy min. obok legendy polskiego punkrocka – zespołu Dezerter.

M MAG: Czego możemy wam życzyć na tej nowej, zespołowej drodze?

Poldek: Inspiracji, miłości, pasji, pokoju, no i zdrowia żeby to wszystko wdrażać w życie.

M MAG: W takim razie życzę wam tego szczerze! Dzięki za rozmowę.

Poldek: Dzięki, piona!

Rozmowę przeprowadziła Beata Ejzenhart - redaktor naczelna M MAG
Fot: Iza Kosmos

Płytę można zamówić drogą mailową: sexysuicideteam@gmail.com

M MAG POLECA: NIGDY NIE TOWARZYSZY MI JAKAKOLWIEK PRESJA, A TYM BARDZIEJ TA ZWIĄZANA Z OCZEKIWANIAMI INNYCH – BARTŁOMIEJ SALAMON [WYWIAD]

„Noc o szyby uderza cichym echem kryształu pragnie zbyć zły sen w którym żyjesz wciąż ty”

SOCIAL MEDIA

FaceBook: https://www.facebook.com/NeonRomance

Instagram: https://www.instagram.com/sexysuicide_band/

Bandcamp: http://www.sexysuicide.bandcamp.com/

YouTube: https://www.youtube.com/c/SexySuicide/ 

Spotify: https://open.spotify.com/artist/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s