Jestem typowym artystą bujającym w obłokach – Bartosz Słatyński [WYWIAD]

Bartosz Słatyński to muzyk instrumentalista, kompozytor i autor tekstów. Od 2002 roku w składzie Avalanche. Następnie współtworzył formację Penny Lane. Debiutancka płyta tego zespołu otrzymała nominację do nagrody Fryderyk 2006 w kategorii alternatywny album roku. W 2015 roku ukazał się jego solowy debiut Mały Ktoś. W grudniu ubiegłego roku Bartosz Słatyński wydał wyczekiwaną od 6 lat drugą solową płytę zatytułowaną „My”. O najnowszym wydawnictwie, muzycznych kooperacjach, planach i marzeniach w rozmowie z M MAG opowiada sam Artysta.

M MAG: Zacznijmy banalnie. Od czego zaczęła się Twoja muzyczna droga? Co pchnęło cię w stronę muzyki?

Bartosz Słatyński: Od 6 roku życia uczęszczałem do Państwowej Szkoły Muzycznej w Oświęcimiu. Uczyłem się gry na skrzypcach i fortepianie. Mam też ukończone 3 klasy Liceum Muzycznego w Katowicach. Myślę, że to główny powód wyboru tej ścieżki życiowej. Poza tym kiedy dorastałem w latach 90′ otworzył się rynek muzyki rozrywkowej, kupowaliśmy z bratem po 10 kaset magnetofonowych tygodniowo. Z tamtego czasu został mi wielki karton mieszczący około tysiąca kaset. Słuchaliśmy wszystkiego od Michaela Jacksona po Iron Maiden.

M MAD: Od twojego debiutu albumem „Mały ktoś” minęło 6 lat. Ile tego czasu poświęciłeś faktycznie na tworzenie nowego materiału?

Bartosz Słatyński: Tworzyłem cały czas. Miałem też część zrealizowanego materiału, który jednak nie ujrzał światła dziennego. Mój wydawca zakończył działalność a nowe firmy nie były do tego przekonane. Dlatego minęło tyle lat. Myślę jednak, że dobrze się stało gdyż miałem czas na dopracowanie szczegółów. 

M MAG: Tytuł twojego najnowszego wydawnictwa „My” poniekąd genialnie nawiązuje do jego zawartości. Trudno nie zauważyć, że jest to album pełen muzycznych kooperacji – siedem duetów, jedno trio i wisienka na torcie, twój utwór solo. Od początku miałeś na to taką wizję?

Bartosz Słatyński: Po debiucie co jakiś czas wypuszczałem singiel by nie dać o sobie zapomnieć. Doszło do pierwszego duetu z Weroniką Wronką i ukazał się utwór „Zatańczmy”. Wtedy pomyślałem, że fajnie to brzmi i, że znam jeszcze kilku artystów, z którymi mógłbym zaśpiewać. To wtedy urodził się ten pomysł. Realizacja całości zajęła ponad rok ale jestem bardzo zadowolonych z każdego duetu. 

M MAG: Wraz z tobą możemy usłyszeć Weronikę Wronkę („Pamiętasz”, „Zatańczmy”), Maję Lepiankę („Hałas”, „Nie zasnę”, „Ona dobrze wie”), Sławka Krzanowskiego („Nie zasnę”), Juliannę Słatyńską („Chodź do mnie”), Sandrę Watołę („10 do millenium) oraz Kamilę Sikorę-Szot („Światłość twego ciała”). Każda z tych osób wnosi niepowtarzalny muzyczny koloryt do tego wydawnictwa. Opowiedz o tych kooperacjach.

Bartosz Słatyński: Weronika jest przede wszystkim aktorką. Szczęśliwie dla mnie dała się namówić na wspólne śpiewanie i mamy 2 utwory. Maja to młoda zdolna dziewczyna. Poznałem ją na przeglądzie wokalistów i mocno mnie urzekła. Sławek to ziomek z osiedla,  lubię jego charakterystyczny śpiew. Julianna, moja córka i oczko w głowie. Przysłuchiwałem jej się od dziecka i czekałem na moment, kiedy sama zdecyduje, czy chce zaśpiewać z ojcem. No i doczekałem się. Jestem z niej bardzo dumny. Sandrę i Kamilę znałem i ceniłem. Kiedy tylko pojawiła się możliwość to spróbowaliśmy i wyszło! 

M MAG: W nagraniach brali też udział uznani muzycy Paweł Basak — instrumenty klawiszowe, trąbka); Piotr Świąder-Kruszyński (Besides) – gitary, Jasiek Kidawa – gitary, programowanie; Sławek Krzanowski – gitary; Robert Zając – bas; Łukasz Zając – perkusja; Adrian „Afgan” Gąsior (Negatyw) oraz Michał Kuczera – gitary w utworze „Ona dobrze wie”.

Bartosz Słatyński: Bracia Zając, zawsze się śmieję, że to taka dobrze funkcjonująca firma muzyczna.  Paweł to mój przyjaciel, podobnie jak Piotrek – wiem, że zawsze mogę na nich liczyć. Afgan to kumpel ze składu Penny Lane. Nikt nie powieli jego pięknych zagrywek gitarowych. Michał realizował jeden z moich singli i naturalnie złapał za wiosło, choć zarzekał się  że od dawna nie gra. A Jasiek? Legenda gitary i świetny aranżer i realizator. Lepszego teamu wymarzyć sobie nie mogłem!

M MAG: Na albumie są tylko dwa utwory, do których nie współtworzyłeś tekstu („Chodź do mnie”, „Hałas”). Zdanie się w tej materii całkowicie na Juliannę i Maję przyszło ci z łatwością?

Bartosz Słatyński: Tak. Nigdy się z nikim nie siłuję jeśli chodzi o teksty. Dzieje się to raczej na zasadzie: jeśli masz lepszy pomysł ode mnie to dawaj! Zresztą dziewczyny od razu znalazły odpowiednie słowa. Przyszło im to naturalnie więc musiało być trafione.

M MAG: Jak odnaleźć ścieżki dawno zapomniane?

Bartosz Słatyński:  Wyznaję zasadę by nie oglądać się za siebie. Przynajmniej jeśli chodzi o niepowodzenia życiowe. Jednak droga jest kręta i czasem łatwo zabłądzić. Wtedy trzeba się wrócić, zrobić 2 kroki wstecz, po to by znów wrócić na dobry szlak. 

Często ktoś bliski pełni rolę kompasu. Pomaga nam odnaleźć zapomniane ścieżki. 

M MAG: Droga do nieba, czy do piekła?

Bartosz Słatyński: Jeśli dobro to niebo, trzeba starać się być dobrym człowiekiem. 

M MAG: Odczuwasz mocniej?

Bartosz Słatyński: Na pewno. Jestem typowym artystą bujającym w obłokach i każda drobna, przyziemna sprawa wywiera na mnie duże wrażenie. Jest to dziwna zasada ale tak to działa. 

M MAG: Z albumu „My” wyłania mi się postać dojrzałego emocjonalnie Artysty, który niczego nie musi już nikomu udowadniać. Odniosłam takie wrażenie szczególnie słysząc jak chętnie dzielisz się przestrzenią wokalną z artystami, który z tobą śpiewają, czasem wręcz schodząc na drugi plan. To już ten etap? 

Bartosz Słatyński: Myślę, że tak. Kiedy „przebijałem się” przez muzyczny rynek i było to dla mnie wcale nie dawno, nie zdawałem sobie sprawy z siły zespołu. Teraz jesteśmy „My” i  fantastycznie się uzupełniamy. Poza tym każdy w tym układzie ma równe szanse. Na spełnienie swoich marzeń, pokonanie słabości, samorealizację…

M MAG: Pandemia nie jednemu artyście podcięła skrzydła, wielu jednak twierdzi, że dało im to czas i inne podejście do tworzenia. Jak to wygląda w twoim przypadku?

Bartosz Słatyński: Rzeczywiście. Największą moją bolączką jest mała możliwość koncertowania, jednak sam proces twórczy nabrał nowego znaczenia. Sale prób zastąpiły aplikacje telefoniczne, gdzie można wgrywać, nagrywać a potem przesyłać gotowy efekt jeśli chodzi o materiał demo. Jest dużo więcej możliwości technicznie. 

M MAG: Czy jawią się na horyzoncie koncerty promujące wydawnictwo?

Bartosz Słatyński: Czekamy na lepszy czas. Bardzo chciałbym pojechać w trasę koncertową, jak za dawnych lat… Czy się to uda? Zobaczymy.

M MAG: Czego możemy ci życzyć?

Bartosz Słatyński: Zdrowia przede wszystkim i niesłabnącej radości tworzenia!

M MAG: W takim razie tego ci życzę. Dzięki wykwintną muzyczną podróż  i za rozmowę!

Bartosz Słatyński: Ja również dziękuję i serdecznie pozdrawiam.

Rozmowę przeprowadziła Beata Ejzenhart - redaktor naczelna M MAG

KUP ALBUM „MY”

M MAG POLECA:

SOCIAL MEDIA

Facebook: https://www.facebook.com/bslatynski

Instagram: https://www.instagram.com/bartosz.slatynski/

Spotify: https://open.spotify.com/artist/

STREAMING PARTY

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s