Czuję i widzę więcej niż przeciętny człowiek, co jest i przekleństwem, i błogosławieństwem – Karolina Lizer [WYWIAD]

Karolina Lizer – wokalistka, klawesynistka i pianistka, Absolwentka szkół muzycznych I i II st. w Warszawie. Wieloletnia uczennica Szkoły Piosenki Elżbiety Zapendowskiej i Andrzeja Głowackiego oraz Autor- skiej Szkoły Musicalowej M. Pawłowskiego przy Teatrze Roma. Solistka w programie „Muzyka zespołu ABBA orkiestrowo” oraz członek zespołu Zieliński Projekt na koncertach „Doda z Orkiestrą Zieliński Projekt”. Należy do Ludowego Zespołu Artystycznego „PROMNI” przy SGGW w Warszawie, gdzie występuje w roli solistki w repertuarze folkowym. Wykonuje utwory spektakularnym białym głosem. Gościnnie występuje w „Piwnicy pod Baranami”. Brała udział w 37. koncercie Studia Piosenki Teatru Polskiego Radia, który był emitowany na żywo w Programie Pierwszym Polskiego Radia. Pisze, tłumaczy i komponuje własne piosenki.  Właśnie ukazało się jej najnowsze wydawnictwo „Lśniąca. Łąkowe Historie” pod naszym patronatem medialnym. O swoich muzycznych korzeniach, inspiracjach, procesie powstawania płyty, miłości do muzyki i marzeniach w rozmowie z M MAG opowiada sama Artystka.

M MAG: Odnoszę wrażenie, że muzyka towarzyszy Ci od zawsze, niczym wierna życiowa przyjaciółka. Opowiedz od czego zaczęła się wasza przyjaźń?

Karolina Lizer: Historia ta zaczęła się prawdopodobnie w brzuszku mamy. Wtedy właśnie mój tata słuchał bardzo dużo i bardzo głośno muzyki, potem przyszłam na świat i ponoć nic nie mówiłam a już śpiewałam wszystko to, co słyszałam dookoła. 

M MAG: Możesz powiedzieć, że to ta jedyna przyjaciółka na dobre i na złe?

Karolina Lizer: Jedyna na pewno nie, moimi przyjaciółkami na dobre i złe są przede wszystkim moje siostry i moja mama. Muzyka towarzyszy nam stale, ale jeśli chodzi o przyjaźń to nie jest na pierwszym miejscu.  Jest jednak dla mnie bardzo ważna. 

M MAG: „Wyrosłaś” z korzeni muzyki klasycznej, w swoim wydawnictwie stawiasz na muzykę ludową . Pop i mainstreem to zdecydowanie nie Twoja bajka?

Karolina Lizer: Zgadza się. Tak zostałam wychowana i to mnie „kręci”. A to na co stawiam najmocniej w swojej twórczości to radość z tworzenia i dzielenia się tym co mam. Nic na siłę. Jestem troszkę „niedzisiejsza”, ale to akurat uważam za swój atut. Tworzę muzykę, którą czuję najlepiej. Niczego nie kalkuluję. 

M MAG: Bliższe Ci deski teatru, czy scena koncertowa?

Karolina Lizer: Tutaj myślę, że jestem w połowie drogi. To co mi się najbardziej podoba to piosenki ubrane w jakąś historie, przedstawiające fabułę. Mogę to nazwać koncertem wyreżyserowanym lub spektaklem muzycznym. W takiej formie czuję się jak ryba w wodzie. Jednak nie jest tak, że klasyczne koncerty mnie nie cieszą. Cieszy bardzo każda możliwość zaśpiewania i podzielenia się tym. Jest to dla mnie jak święto. Jeśli chodzi o czysty teatr, nie mam z nim dużego doświadczenia, jednak, jeśli kiedyś będę miała taką możliwość to na pewno chętnie skorzystam.  

M MAG: „Lśniąca. Łąkowe historie”, to wydawnictwo, które jak sama mówisz wykiełkowało z bardzo wyraźnego wyobrażenia. Wyobrażenie zmieniało się wraz z procesem twórczym, czy pozostało niezmienne?

Karolina Lizer: Sama łąka, o którą mi chodziło była i jest niezmienna, inaczej było z samym procesem twórczym. Piosenki ewoluowały od pierwszego podejścia do ostatecznego tak by odzwierciedlić ten obraz, który sobie wymyśliłam. Jeden tekst, który napisałam został ubrany w melodie, jednak nie mogłam tego jakoś złączyć ze sobą, więc postanowiłam do tej melodii dopisać nowy tak, by pokazał to co chciałam osiągnąć w tym projekcie i tak np. powstał utwór „Jeszcze parę chwil”.

M MAG: Pytanie o inspiracje, byłoby raczej pytaniem retorycznym (śmiech), ale ciekawi mnie, czy inspirowanie się naturą to od zawsze była Twoja droga, czy może jednak w tym konkretnym przypadku ciotki czarownice podszepnęły Ci ten kierunek inspiracji?

Karolina Lizer: Jakkolwiek to zabrzmi, od dziecka czuję ten świat, wiatr, ptaszki, liście, kwiaty, zwierzęta. Czuję jak coś czego nie widać fruwa gdzieś pomiędzy i zespala nas ludzi ze światem we wspólną całość. Jestem też bardzo wrażliwą i empatyczną osobą, mam wrażenie, że czuję i widzę więcej niż przeciętny człowiek, co jest i przekleństwem, i błogosławieństwem.  Jednocześnie na pewno jest elementem, który pozwala mi wchodzić w głąb natury i szukać tam swojego domu. Myślę, że to jest właśnie to co tak bardzo wzbudza we mnie tą potrzebę obcowania z tym co piękne, delikatne, pierwotne, nienaruszone przez ludzkie ręce. 

M MAG: Album jest efektem współpracy wielu zaprzyjaźnionych z Tobą twórców. Czy podobnie, jak z koncepcją płyty, tak i przy doborze współtwórców nie miałaś wątpliwości kogo zaprosić, czy może współprace te wynikały z ciągu zdarzeń przyczynowo-skutkowych?

Karolina Lizer: Zaproszeni twórcy to nie był przypadek. Wszystko było przemyślane. Znałam to, co tworzą i wiedziałam, że zrozumieją to o co mi chodzi i razem stworzymy to na czym mi zależało. Chociaż z Dawidem była trochę niespodzianka. Dawid Gębala był znajomym Maćka Czemplika i to Maciek zaproponował, aby Dawid coś dla mnie napisał. Nie zdecydowałam się jednak na podjęcie współpracy przed poznaniem jego twórczości i samego artysty. Dawid jednak niesamowicie mnie wzruszył rozmowami, spotkaniem i piosenką, którą napisał już wcześniej o tytule „Kiedy zniknę”. Nie zawiodłam się na tej współpracy i mam nadzieję kontynuować ją w kolejnych projektach. 

M MAG: Twój album naładowany jest emocjami i kojącymi dźwiękami. Opowiedz, jak przebiegał proces jego powstawania. Pierwsze powstawały teksty czy melodie?

Karolina Lizer: Wyglądało to zupełnie różnie. Każdy utwór ma swoją indywidualną historię twórczą. Czasem najpierw powstał tekst, do niego melodia, następnie pod wpływem melodii tekst ulegał zmianie. Czasem melodia była pierwsza a tekst dopisywany. Gdy sprawy tekstu i melodii były zamknięte, starałam się wsiąkać w piosenki dzięki czemu spływały na mnie różne pomysły na dodatki, smaczki. No i to co w tym projekcie zaskoczyło i cieszyło mnie chyba najbardziej, to spływające na mnie pomysły na chóry. Chóry to moje najnowsze odkrycie, którym mam zamiar się bawić w kolejnych projektach.

M MAG: Zabierasz słuchacza na muzyczny spacer pełen czarujących dźwięków, chwytających za serce tekstów i idealnie korespondującego z całością wokalu. Dla mnie był to spacer przez łąki dusz, których wiek ciężko by szacować, ale też spacer ze spokojem i nadzieją na ramieniu. Skąd w Tobie ten spokój? Skąd ta nadzieja?

Karolina Lizer: Myślę, że spokój ugruntowany na otaczającym nas dobru i miłości to najważniejsza rzecz w życiu. Poza tym, ja mam taką spokojną naturę. Nie krzyczę, nie przeklinam, nie byłam typową zbuntowaną nastolatką, ani też nie jestem szaloną studentką imprezowiczką ☺ W sumie jestem trochę taka nudziara. Ale taka jestem i tego w życiu potrzebuję:  spokoju, dobra, miłości i stabilności, bo też miałam parę takich momentów. w których mi tego brakowało. Właśnie to też w swojej twórczości  chciałabym dać wszystkim, którzy tak jak ja tego potrzebują i którzy znajdą trochę nadziei i radości w tych widokach, melodiach i słowach. 

M MAG: Czas ukoi każdego?

Karolina Lizer: Nie wiem czy bezpośrednio. Wiele problemów, strat trzeba przepracować i to nie sam czas za to odpowiada a praca umysłowa, jednak na nią potrzeba tego czasu, tak jak przy nauce w szkole czy na studiach. 

M MAG: Co się dzieje, kiedy niczego nie jest już brak?

Karolina Lizer: Pojawia się uśmiech na twarzy, chęć do działania, radość z życia i samozadowolenie. 

M MAG: Często pozwalasz chwili się zapomnieć?

Karolina Lizer: Niezbyt często, niestety należę do tych osób, które próbują mieć wszystko zawsze pod kontrolą i właśnie tych momentów zapomnienia mi często brak, dlatego o tym śpiewam, sama chciałabym sobie na to pozwolić. Gdy mi się udaje, to czuję się wolna i spełniona.

M MAG: Wyobrażenie zmaterializowane w krążek, co teraz?

Karolina Lizer: Teraz najpierw musi to do mnie dotrzeć i muszę w to uwierzyć. Następnie będę czekać na odbiór mojej łąki. Mam nadzieję, że uda mi się zgrać dużo koncertów z tym materiałem. Myślę, że nie zatrzymam się, mam już mnóstwo pomysłów na nowe projekty, niektóre już powolutku się realizują. 

M MAG: Muzyczne (lub nie) marzenie? Czego możemy Ci życzyć? 

Karolina Lizer: Żebym mogła śpiewać, póki nie zabraknie mi na to sił! ☺

M MAG: W takim razie trzymamy mocno kciuki i gratulujemy genialnego wydawnictwa, które zdecydowanie „lśni” na tle wielu innych!

Karolina Lizer:  Bardzo dziękuję i cieszę się, że tak to odebrałaś! Czekam z wielką niecierpliwością na opinie innych!

Rozmowę przeprowadziła Beata Ejzenhart

LINK DO ZAKUPU ALBUMUEMPIK.COM/LSNIACA-LAKOWE-HISTORIE

Lśniąca. Łąkowe historie – STREAMING PARTY:

One Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s