Działamy w kontraście do modnego obecnie trendu, uciekając od pożądanej normalizacji i procesu tworzenia piosenek w taki sposób żeby były muzyką środka — CUKIER [Wywiad]

Zespół CUKIER jest synonimem współczesnego eklektyzmu w muzyce. Artyści swobodnie poruszają się między gatunkami, co potwierdzili już rok temu na debiutanckim albumie. Na wydawnictwie zatytułowanym po prostu „JEDEN” spotkał się tak charakterystyczny dla artystów muzyczny miszmasz oraz bardzo osobiste i przepełnione grą słów teksty. Dzięki tej płycie duet Caboń-Krebs przesunął granicę i tak już bardzo pojemnej alternatywy. Po zaznaczeniu swojej obecności na rynku fonograficznym przyszedł czas na kolejny artystyczny krok i drugi długogrający materiał. Jego wypadkową znów staje się stylistyczna niejednorodność i idąca z nią w parze chęć przemycenia w lekkich tekstach spraw ważnych i uniwersalnych, ponieważ zespół CUKIER ustami jednostki chce opowiadać sprawy dotyczące ogółu. Stąd też tytuł i główne przesłanie albumu „CK Anderson”, który swoją premierę miał 7 lipca. O swoich początkach, tworzeniu i nagrywaniu w dobie pandemii, niestandardowym podejściu do procesu twórczego, utworze, którego na płycie miało nie być, a także o planach koncertowych i muzycznych marzeniach w rozmowie z M MAG opowiadają Artyści.

M MAG: Właśnie premierę miała Wasza druga płyta ale zanim o tym, cofnijmy się w czasie do początku. Od czego to się zaczęło?

Bartek: Zaczęło się od Amka.

Amek: Chciałem zacząć solową karierę, nagrać solową płytę, zaprosić do współpracy przy niej  znajomych wokalistów. Zaprosiłem między innymi Bartka. Zaiskrzyło i tak już zostało. W ten sposób projekt solo, przerodził się w zespół.

M MAG: Muzyka, którą tworzycie ze „słodyczą” ma raczej nie wiele wspólnego. Dlaczego CUKIER? Jaka historia kryje się za Waszą nazwą?

Bartek: Nazwa CUKIER jest celowo przewrotna. Cukier oprócz tego, że jest słodki jest też twardy i chropowaty. Poza tym bardzo lubię to współbrzmienie spółgłosek : c k r, takie mięsiste. 

M MAG: Płyta w całości jest dzieckiem czasu pandemii. Jak Wam się pracowało? COVID przeszkadzał, czy pomagał w procesie twórczym?

Bartek: Na pewno pomagał w sensie emocjonalnym i merytorycznym i jeżeli chodzi o pomysły na piosenki, bo to siłą rzeczy nie mogło przejść bez echa, takie sytuacje zostają. Cały czas to żywo komentowaliśmy. Ja przez ten czas pandemii przeszedłem przez dwie skrajne postawy względem tego co się dzieje. Od takiej totalnie lockdownowej do skrajnie anty lockdownowej i to się bardzo przełożyło na tematy piosenek i emocje z tym związane.

M MAG: Zdecydowanie słychać to w tekstach.

Bartek: To dobrze. Jeśli to znalazło tego typu ujście to znaczy, że jest spoko i najbardziej zdrowo jak tylko się da. Fajnie, bo w studiach nagrań nie trzeba było nosić maseczki, więc mogliśmy spokojnie ponagrywać wszystko, spotykać się tam i pracować. Można wręcz zaryzykować takie stwierdzenie, że pandemia pomogła nam się skoncentrować.

M MAG: Jak hierarchicznie wygląda u Was proces twórczy? Pierwsze powstały teksty, czy muzyka? Co było pierwsze – jajko, czy kura? (śmiech)

Amek: Zazwyczaj wysyłam jakiś podkład Bartkowi, Bartek do tego pisze tekst. Jest kilka wyjątków.

Bartek: To taki standardowy schemat, że to wychodzi od Amka, trafia do mnie i wraca do Amka. Ciekawe w tym wszystkim jest to, że nie mamy prób. Amek wysyła mi muzykę, ja do tego piszę tekst i Amek do momentu nagrań w studio nie widzi tego ani nie słyszy. Dopiero w studio, kiedy staję przed mikrofonem Amek dowiaduje się co jest grane z tą piosenką.

M MAG: Wow, brzmi super.

Bartek: Super i nie super, bo czasami jest tak, że naturalną drogą on mógł to sobie zupełnie inaczej wyobrazić, po czym nagle słyszy zupełnie co innego…

M MAG: Czyli zdarzają Wam się zgrzyty studyjne? Uśmiech Amka mówi sam za siebie! (śmiech)

Bartek: No właśnie są takie momenty, że Amek słuchając tego na żywca musi w tym czasie rzeczywistym przetrawić to przez siebie i dojść do wniosku, że to jest fajne mimo, że inne niż chciał albo nie dojść do takiego wniosku i sugerować coś innego (śmiech). Nauczyliśmy się już, że obie drogi są spoko.

M MAG: Bardzo ciekawe podejście, nie spotkałam się dotąd z takim sposobem tworzenia.

Bartek: Ja też (śmiech).

M MAG: Wydaje mi się, że jest to jeden z czynników mających wpływ na to,  jak mocno wyróżnia się Wasza muzyka. Macie bardzo charakterystyczny styl i szczerze mówiąc raczej trudno Was z kimkolwiek pomylić. Jak najbardziej jest to komplement – szczególnie biorąc pod uwagę, że wszystko jest teraz do czegoś podobne – jakby to był jakiś wymóg albo przepis na sukces. Pytanie tylko, czyj? Kopii, czy kopiowanego.

Bartek: Ten system pracy niewątpliwie ma na to wpływ. W momencie, kiedy zespół ma próby, trzech albo czterech kolesi zamyka się w sali prób i tworzą, to w pewnym momencie dochodzi do czegoś takiego jak normalizacja całości, takie ustandaryzowanie materii twórczej. A tutaj tej normalizacji nie ma. Ja tak mam, że jak siedzimy w sali prób i każdy doda swoje trzy grosze, to robi się to takie „typowe”.

Amek: A u nas każdy robi swoje we własnym zakresie i ma to wpływ na efekt końcowy.

M MAG: Efekt końcowy jest genialny. To nie pytanie, tylko stwierdzenie faktu. Gratulacje! Moje top trzy z CK ANDERSON, w kolejności nie przypadkowej to „Lubie gdy Cie nie ma”, „Nie kłam” i „Spaliłem dla niej Rzym”.

Bartek: „Lubie gdy Cie nie ma” i „Nie kłam”  – niezły rozstrzał. Pełny zakres Cukru! (śmiech)

M MAG: Im więcej emocji, tym więcej w tym prawdy. Te trzy utwory są w moim odczuciu najbardziej nacechowane emocjonalnie, a że, jak w życiu, tak i w muzyce, lubię ciary i emocje w konkretnym przekazie to kupiliście mnie totalnie.

Bartek: Szczególnie, że to smutne, ale działamy trochę w kontraście do modnego obecnie trendu, uciekając od pożądanej normalizacji i procesu tworzenia piosenek w taki sposób żeby były muzyką środka.

M MAG: Tak. Bardzo smutna tendencja robienia wszystkiego od linijki, bo do radia, to najlepiej 3 minuty, bez miejsca na dłuższy wstęp, rozwinięcie, czy pożądane solo gdzieś pomiędzy. Gdyby Bohemian Rapsody powstawało według tych wytycznych, to by nie powstało (śmiech). Fajnie, że nie biegniecie za modą, bo dzięki temu nie brzmicie jak wszyscy, brzmicie wyjątkowo i … (w miejsce „…” wstaw pozytywnie niecenzuralne słowo na „z” składające się z 10 liter).

Bartek: To jest bardzo trudne. Tak jak w pracy z głosem. O wiele łatwiejsze jest naśladowanie cudzych głosów, bo wytwarza się wtedy aura bezpieczeństwa. Artystka słysząca „brzmisz jak Adele”, czy „brzmisz jak Alicia Keys” czuje się z tym dobrze i bezpiecznie. W momencie, kiedy zaczyna pracować nad głosem, tak jak trzeba nad nim pracować, zyskuje swoją niepowtarzalną barwę, ale wtedy ma przerąbane, bo zostaje z tym sama. Ludzie nie mają jej do kogo porównać.

Amek: A ludzie uwielbiają kategoryzować, szufladkować i porównywać.

Bartek: I dokładnie na tej samej zasadzie, my teraz, sami brniemy własną zupełnie drogą, po takich stromych schodach, bo nie ma nas z kim porównywać (śmiech).

M MAG: Macie momenty zwątpienia, w których rozważacie odbicie się od kalki, poddanie standaryzacji, żeby zamiast po stromych schodach, dotrzeć do celu jakimś łatwiejszym wejściem? Po przesłuchaniu Waszej płyty wydaje mi się to być pytaniem retorycznym. (śmiech)

Bartek: To chyba nie leży w naszej naturze. W ogóle.

Amek: Lepiej tymi stromymi schodami, po swojemu i wyżej.

Bartek: Mam też takie wrażenie, że jak ktoś cie wiezie windą, to pierwsze on cie wiezie windą a nie ty sam docierasz do celu, poza tym jak ci się noga powinie to spierdzielisz się z powrotem do tego samego punktu, a my wchodząc po schodach, możemy spaść co najwyżej o jeden stopień. Poza tym, to, że tutaj jesteśmy i rozmawiamy o tym oznacza, że to się udaje (śmiech).

M MAG: I to w jakim tempie! Dopiero debiutowaliście z pierwszym krążkiem, już macie za sobą premierę drugiego i oceniając wprawnym okiem Wasze tempo pracy, macie już pewnie gotowe pół materiału na trzeci!

Amek: Nie. Ale wydajemy EP-kę jesienią.

M MAG: A Ep-ka to pół płyty (śmiech). Mam Was! Czas na moje ulubione odpytywanie z tekstów. Nikt nie rodzi się złym?

Bartek: Tak. Takie jest założenie tej piosenki, że nikt nie rodzi się złym. Ani nikt nie rodzi się dobrym (śmiech). 

M MAG: To jacy się rodzimy?

Bartek: Z punktu zero. Podmiot liryczny podchodzi z wiarą, że nikt nie chce źle. Zwyczajnie nie da się przewidzieć wszystkich konsekwencji naszych działań. Taki swoisty efekt motyla, w którym jedno zdarzenie między dwojgiem ludzi nagle powoduje to, że świat stoi w ruinach.

M MAG: Dlaczego podmiot liryczny lubi gdy jej nie ma?

Bartek: Inspiracją tego utworu jest Ewelina i Amek. To jest dla mnie para niestandardowa, która sobie mówi wprost różne rzeczy i to jest fantastyczne. Raz podsłuchałem przez przypadek jak się zgadują, że to jest ten weekend, kiedy każde jedzie w swoją stronę. W świecie, który znam takie rzeczy się dzieją, przy jakimś turbo fochu albo cichych dniach. Nie znam drugiej pary, która bez akompaniamentu negatywnych emocji umawia się na odpoczynek od siebie. Jednocześnie mi osobiście bardzo współgra to z moim kręgosłupem, bo ja bardzo lubię być sam. Amek się często ze mnie śmieje, kiedy po koncercie i totalnym przeładowaniu ludzi, zdarzeń i presji ja od razu znikam. Totalnie nie ma mnie. Muszę być sam i mieć ten balans.

M MAG: Słyszałam, że utworu „Nie kłam” miało nie być na płycie.

Amek: Miało nie być, bo stylistycznie był za mocny i początkowo wytwórnia go skreśliła ale uparłem się i jest bonus track. Jak się okazuje, na całe szczęście, bo ten numer jest bardzo lubiany przez ludzi.

Bartek: Zadziwiająco. Numer jest bardzo mocny, ale ludzie którzy na codzień słuchają muzyki, nagle słyszą coś takiego i to im się podoba.  To pokazuje, że słuchacze jednak chcą prawdziwych emocji, czy żeby ktoś powiedział sk*rwysynu. Ludzie chcą tego doświadczać i dobrze. Wychowaliśmy się na takich rzeczach, gdzie ktoś, no, mówił tak (śmiech).

M MAG: Macie już za sobą pierwsze koncerty. Jakie to uczucie po tak długiej przerwie stanąć na scenie i mieć kontakt z publicznością. Jest nowa trema, nowa energia?

Bartek: I nowa trema i nowa energia. Kiedy gramy ciąg koncertów, wtedy to leci jakoś tak naturalnie. Pierwszy koncert po tej długiej przerwie, który graliśmy w Opolu był bardzo wymagający, tym bardziej, że tego dnia mieliśmy też wiele spotkań związanych z premierą płyty i działaniami promocyjnymi. Był stres ale była tez motywacja, bo wiadomo, że jak czegoś jest mniej to się bardziej o to dba.

M MAG: Koncertowe wersje utworów to CUKIER na ostro?

Amek i Bartek: Zdecydowanie!

M MAG: Kolejne koncerty, gdzie i kiedy?

Amek: Gramy w Pszczynie w ten weekend (17.07). Na pewno będzie koncert w Warszawie i klika innych dat sukcesywnie podawanych na dniach, bo są jeszcze dogrywane. Jest też duża szansa, że zagramy na Fest Festiwalu.

M MAG: Wasze muzyczne marzenia na najbliższą przyszłość?

Amek: Grać jak najwięcej koncertów.

Bartek: Duża scena. Granie w świecie, do którego ta muzyka należy.

M MAG: W takim razie trzymam mocno kciuki za jak najwięcej dat, jak największe metraże i niepoliczalną liczbę słuchaczy! Do usłyszenia na muzycznym szlaku i wielkie dzięki za rozmowę.

Rozmowę przeprowadziła Beata Ejzenhart

 LINK DO ZAKUPU ALBUMU:

https://www.sklepzmuzyka.pl/pl/p/Cukier-CK-Anderson-CD-z-autografem-/597

CK ANDERSON streaming party:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s