„Wódka” pochodzi z czasów kiedy epidemia była pojęciem z podręczników historycznych – Kwartet ProForma [wywiad]

Grupa Kwartet ProForma wydała w styczniu tego roku EP „Marek, Wódka i Drzewa“, nakładem wytwórni OSKAR . Album zawiera zarówno kompozycje nowe jak i takie, które przez lata towarzyszyły twórczości zespołu i wykonywane były podczas koncertów, a teraz nareszcie doczekały się studyjnych wersji. O detalach powstawania albumu, singlach, „związku” z Bayer Full i planach na przyszłość w rozmowie z M MAG opowiedzieli w imieniu zespołu Marcin Żmuda (różne instrumenty klawiszowe, śpiew) i Marek Wawrzyniak (perkusja, przeszkadzajki).

M MAG: Część utworów z EP jest nowa, część grywaliście na koncertach. Niektóre podobno są nadgryzione sporym zębem czasu. Ile najdłużej musieli czekać Wasi fani na wersję studyjną?

Marcin: Najstarsze z tych piosenek to „Doomowe przedszkole” oraz „Wódka” – którą zaczęliśmy grać gdzieś ok. 2005 roku, w okresie koncertów beznadziejnie knajpianych, trwających do wczesnych godzin porannych. Później powstały „Drzewa” – z powstaniem tej parodii piosenki turystycznej wiąże się zresztą dłuższa historia…

Historia:
Zaczęło się od Ogólnopolskiego Turystycznego Przeglądu Piosenki Studenckiej „Bazuna” w Elblągu w 2006 roku, na który zostaliśmy zaproszeni przez naszego znajomego, Łukasza Majewskiego, który był tam jurorem. Zaznaczyć trzeba, że z piosenką turystyczną nigdy nie mieliśmy i nie mamy NIC wspólnego… Mimo to udało nam się tam zdobyć jakieś wyróżnienie bodajże, czy III miejsce… Wiązało się to z koniecznością wystąpienia w koncercie finałowym, co odbyło się strasznie późno, około pierwszej w nocy. No i gdy oficjalna impreza już się skończyła, chcieliśmy zlądować w pokoju, który nam przydzielono i iść spać. Po jakiejś może półgodzinie do tego samego hotelu/schroniska dotarło także wielce rozśpiewane towarzystwo spod sceny i cała ta ekipa zasiadła sobie z gitarami w hallu, na który wychodziły drzwi naszego pokoju i popłynęły przeróżne piosenki turystyczne tudzież różne inne, ale śpiewane na modłę turystyczną, pod drzwiami naszego pokoju do białego rana….

Śpiewali te nośne przestrzenne refreny oparte na przysłowiowych czterech akordach na krzyż, mimo naszego zmęczenia, chęci odpoczynku, próśb i gróźb… Jest to twórczość zacna, ale strasznie monotonna, w pewnym momencie miałem już niejasne wrażenie, że cały świat jest jedną wielką piosenką turystyczną z pięknym refrenem o wędrowaniu po górach. Oczywiście towarzystwo za kołnierze nie wylewało i te ładne refreny pomału zmieniały się w pieśni masowego rażenia śpiewane w dość ogólnej tonacji. Gdy o siódmej nad ranem usłyszeliśmy jedną z bardziej dramatycznych piosenek, jaka w polskiej kulturze w ogóle istnieje, czyli darzone przez nas wielką atencją „A my nie chcemy uciekać stąd” Jacka Kaczmarskiego i Przemysława Gintrowskiego, zaśpiewane również rozlewnie i przestrzennie na tę samą modłę – nie zdzierżyliśmy, miarka się przebrała, menisk wypukły przelał i postanowiliśmy się zemścić…

…i napisać piosenkę turystyczną. Parodię gatunku, która w zawoalowany sposób wykpiwałaby cały ten nurt i wystąpić w konkursie na najlepszą piosenkę turystyczną na kolejnej edycji tego samego festiwalu.  Do występu nie doszło, „Bazuna” w kolejnym roku się nie odbyła, za to pomysł stał się ciałem i wspólnymi siłami wracając z jakiegoś koncertu niedługo później, napisaliśmy tę piosenkę…w pociągu. Od strony muzycznej oparliśmy ją na schemacie podstawowych akordów triady C-dur, czyli możliwie najłatwiejszym, najbardziej typowym, na którym opiera się połowa albo i 2/3 piosenek turystycznych oraz ogniskowych, dodaliśmy nośny refren chórem o wędrowaniu – i kilka lat po tych zdarzeniach dostaliśmy zaproszenie na festiwal turystyczny „Polana”… W tym momencie zaświeciły nam się oczy złośliwie…W celu wystąpienia na tym festiwalu incognito powołaliśmy naprędce do życia zespół „Złocista Polana”, zgłosiliśmy swój akces do konkursu, pojechaliśmy tam i cóż… wygraliśmy ten festiwal…  Piosenka ponoć wylądowała już w jednym czy drugim śpiewniku harcerskim, zespół „Złocista Polana” doczekał się nawet swojego fanpage na Facebooku. No i wreszcie zdarzyła się okazja by te słynne „Drzewa” wreszcie porządnie nagrać.

Tak więc, wstęp do płyty i te dwie piosenki są zdecydowanie starsze niż pozostałe.

M MAG: Banderolę z płyty żal było zrywać ale muzyczne smaki wzięły górę. Zacznijmy więc od końca. Utwór „Wódka“ idealnie wpasowuje się w obecny pandemiczny obraz kraju nędzy, lockdown-u i rozpaczy ale z tego co wiem powstał wcześniej. Uniwersalne prawdy wiecznie żywe?

Marcin: Pewne rzeczy są niezmienne, na jakiekolwiek beznadziejne sytuacje, a takie są obecnie udziałem nas wszystkich, człowiek reaguje schematycznie, wpierw mamy zaprzeczenie, potem gniew, w kolejności są próby negocjacji, potem depresja i na końcu akceptacja, nic nowego pod słońcem. „Wódka” co prawda pochodzi z czasów kiedy epidemia była pojęciem z podręczników historycznych i nikt nie przypuszczał że będzie i nam dane znaleźć się w podobnej sytuacji, a sama piosenka opisuje beznadzieję okołoalkoholową, nie epidemiczną, niemniej sam efekt i emocje pewnie są zbliżone.

M MAG:  Wódka ma 2 wersje. Nie mogliście się zdecydować? 😉

Marcin: Tak. Wersja z alternatywną linijką tekstu powstała przypadkiem w trakcie jednego z koncertów, natomiast sam rym tam użyty był na tyle śmieszny a zarazem błyskotliwy, że szkoda było go zapodziać w mroku historii. Wobec czego pół nakładu płyty ma jedną wersję, a pół – drugą. Nie mylić ze skróconą wersją „radiową” która na płycie też jest obecna, acz zawiera tekst właściwy, taki jakim Krzysztof Gajda go przed laty napisał.

M MAG: Tytuły pozostałych singli prowokują do odsłuchu albumu z dziećmi ale idąc cytatem z Misia Poldka mogłaby być „rzeź niespotykana“ (szczególnie po wspólnym oglądaniu klipu do wspomnianego singla). Nie zmienia to faktu, że Doomowe przedszkole, Króliczek Eryk, czy wspomniany wcześniej Miś Poldek to piosenki w stylistyce dziecięcej. Skąd taka koncepcja?

Marek: Poldek był zaczynem całej koncepcji minialbumu. Pierwszym z moich tekstów, który przerodził się w piosenkę. Koledzy postanowili zrobić mi niespodziankę i ze wszystkich moich rymowanek (które w zamierzeniu miały nimi pozostać, nie były pisane jako teksty piosenek) właśnie do niej w tajemnicy przygotowali muzykę. Zaprezentowali  mi utwór na tajnym koncercie z Kazikiem (z którym współpracujemy w ramach projektu Kazik i Kwartet ProForma) a  który był jednocześnie imprezą z okazji mych  40-tych urodzin. Potem pojawiła się koncepcja by pójść dalej tą drogą i wykorzystać kolejną rymowankę. Tak powstał Eryk. Uzupełnienie tych utworów piosenkami, które nigdy nie mogły się znaleźć na pełnej, poważnej płycie było oczywiste. Łączy je właśnie to, że pasują tylko na takie wydawnictwo, które jest nie do końca poważne i stanowi niejako mrugnięcie okiem do odbiorcy. Minialbum nadaje się do tego w sam raz. A skąd taka forma “fairy gore” moich opowiastek? Sam nie wiem… jestem w miarę normalny 🙂 Podoba mi się koncept  zestawienia sielankowego, niewinnego i czasem przesłodzonego świata bajek, z brutalnym, przerysowanym światem rzeczywistym. Jak Cannibal Corpse w Ponyville 🙂

M MAG: Doomowe Przedszkole to nawiązanie do piekiełka rodziców w związku z nauczaniem zdalnym?

Marcin: W momencie powstania (a było to ok.15-16 lat temu, w okresie mniej więcej tym samym, co „Wódka”), było tylko żartem, po prostu znaną piosenką dziecięcą zaśpiewaną powoli i groźnie, do tego opracowaną wyłącznie przy użyciu akordów zmniejszonych (tzw. „zerówek”), czego, w myśl zasad muzyki, robić się nie powinno. A tu historia nagle dopisała nam do tego prostego żartu nową aktualność, no i tak, takie właśnie nawiązanie stało się tu oczywiste. Ponadto piosenka ta w takiej wersji jest pięknym wstępem do groteskowych krwawych kreskówek następujących po niej.

M MAG:  Wzruszyły mnie (do łez) Maseczki w kropeczki. Bayer Full dał błogosławieństwo?

Marek: Nie śmieliśmy pytać 🙂 To spontaniczny pomysł, który pojawił się tuż przed pierwszym koncertem pandemicznym on line. Rzuciłem półżartem, że można by zrobić wersję maseczkową zamiast majteczkowej, trochę pośmiać się z tego co nas wszystkich wtedy przerażało. Wpisuje się  idealnie w kwartetowe poczucie humoru więc Przemysław podchwycił i szybko napisał stosowny tekst. To jednorazowy żart. Wyjątkowe bo jedyne wykonanie owej piosenki.

M MAG: Na płycie pod numerami  3, 5 i 7 usłyszymy limeryki w klasycznej formie. Dlaczego są „no name”? 

Marcin: Limeryki powstały stosunkowo niedawno, częściowo już w trakcie sesji nagraniowej. Marek napisał o ile pamiętam dwie strony takich krótkich form i kiedy okazało się po podliczeniu czasu trwania poszczególnych utworów, że płytka wychodzi nam cokolwiek kusa, zaproponował wykorzystanie tych tekstów jako przerywników między piosenkami właściwymi. Wybraliśmy trzy, naszym zdaniem, najlepsze, niewykluczone, że podczas koncertów, gdy wreszcie epidemia się zakończy, będzie można usłyszeć również niektóre pozostałe. A dlaczego nie mają tytułów? Taka była koncepcja Marka, nie nadawał im celowo tytułów gdy je pisał i chciał aby tak zostało. Ponadto ten brak oraz „puste” numery piosenek współtworzą pewien bałaganiarski klimat w liście piosenek na płycie. Wszak mamy tu do czynienia ze swoistym grzebaniem w szufladzie z naszymi muzycznymi szpargałami z minionych kilkunastu lat, a nie z jakimś jednolitym twórczym zamysłem.

M MAG: Jesteście już jakąś chwilę po premierze a materiału w streamingu nie ma. Zmyślna tortura dla niepokornego pokolenia Spotify i Tidal?

Marek: Nie, skąd…Serwisy streamingowe to znak naszych czasów i nie ma się na co na nie obrażać. To zdecydowanie lepsza opcja niż internetowa samowolka i wszechobecne piractwo. Sam korzystam, choć zdecydowanie jestem zwolennikiem fizycznego nośnika. Jak i inne nasze wydawnictwa, to też już za moment pojawi się w wersji cyfrowej, a żeby chwilę z tym poczekać było koncepcją wydawcy. Miejcie więc oczy otwarte.

M MAG: Dlaczego zdecydowaliście się na wydanie EP? Przedsmak longplay’a, czy brakło materiału? 😉

Marcin: Powód był prozaiczny – rzeczywiście chodziło o chęć przypomnienia o sobie podczas oczekiwania na nowy materiał. Natomiast wplata się w to cała epopeja związana z naszą poprzednią, nagraną dwa lata temu, a nadal niewydaną płytą z piosenkami autorstwa Leonarda Cohena w tłumaczeniu Daniela Wyszogrodzkiego – gdzie całość akcji rozbija się o sprawy prawne, pozwoleń, praw autorskich itp. Generalnie problem z tym materiałem podciął nam skrzydełka na tyle, że dopiero teraz zbieramy się do dalszych działań i rozglądamy „co by tu jeszcze zepsuć”. A drugim prozaicznym powodem był fakt, że przy wydatnej pomocy naszego nowego technicznego i jego sprzętu, udało nam się zarejestrować profesjonalnie brzmiącą płytę w studiu zaimprowizowanym w naszej sali prób ( znanej choćby z teledysku „Gorzki Płacz”). Chcieliśmy po prostu sprawdzić, czy coś takiego w ogóle jest możliwe, a że efekt przerósł nasze oczekiwania, to stwierdziliśmy, że może warto go wydać i dać posłuchać większej ilości ludzi, a nie chomikować gdzieś w szufladzie.

M MAG: Macie w planach jakieś (nie)legalne koncerty?

Marcin: Szykujemy się do mało uroczystych (bo znów online…) obchodów 20-lecia naszego grania jako MP2 Młodsi Panowie Dwaj – które prawdopodobnie znów jak rok temu sprowadzą się do transmisji koncertu w internecie, niestety epidemia pokrzyżowała nam plany w tej materii. Oficjalne obchody w kompletnym składzie może jesienią? A póki co trzeba po prostu czekać co przyniesie czas…

M MAG: Wasze najbliższe (niekoniecznie muzyczne) plany?

Marcin: Dokończyć remont i montaż wspomnianego studia w sali prób – znów prozaiczne sprawy, typu wyklejanie ścian pianką itp. A w przyszłości planujemy cofnąć się do samego źródła naszego grania – nagrać i wydać płytę z naszymi wersjami piosenek Jacka Kaczmarskiego i tria Kaczmarski/Gintrowski/Łapiński.. Mamy na to pewien chytry plan, ale to jeszcze dość odległa przyszłość. Cały czas istnieje również projekt Kazik i Kwartet ProForma, w tym temacie też jeszcze nie powiedzieliśmy ostatniego słowa. Niemniej głównym nurtem naszej działalności zawsze były koncerty, a tych brak.

M MAG: W takim razie życzę powodzenia trzymając mocno kciuki i dzięki za rozmowę.

Rozmowę przeprowadziła Beata Ejzenhart

________________________

Kwartet ProForma to zespół poruszający się w stylistyce szeroko rozumianej piosenki autorskiej. Grupa powstała w 2001 roku i w ciągu tych blisko dwóch dekad zagrała ponad 800 koncertów w Polsce i za granicą. Ma też na koncie kilka wydawnictw, w tym debiutancką płytę „Na końcu świta” z 2015 roku. Znakiem rozpoznawczym zespołu jest rozbudowane instrumentarium, bogate i niekiedy zaskakujące aranżacje oraz niebanalne teksty. Ich repertuar obejmuje piosenki do tekstów własnych, ale także m.in. K. I. Gałczyńskiego, J. Kaczmarskiego. Na uwagę zasługują też polskie tłumaczenia tekstów i interpretacje utworów choćby Leonarda Cohena czy Toma Waitsa. Szerszej publiczności dali się poznać w 2012 roku, kiedy zaprosili do współpracy Kazika Staszewskiego z zamiarem wspólnego wykonania piosenek z repertuaru Stanisława Staszewskiego. Projekt pod nazwą Kazik & Kwartet ProForma zaowocował dotychczas dwoma albumami: „Wiwisekcja” (2015 r.) oraz „Tata Kazika kontra Hedora” (2017r.), które okazały się ogromnym sukcesem i cieszą się dużą popularnością

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s