Nie jesteśmy jazzowymi purystami i czerpiemy z bardzo wielu różnych gatunków i stylów – wywiad z zespołem Nawłoć

Jazz jest dla nich punktem wyjścia, a nie zbiorem sztywnych reguł. W swojej muzyce swobodnie łączą różne gatunki, inspiracje i brzmienia, nie oglądając się na stylistyczne granice. Czemu to właśnie nawłoć tak bardzo zaintrygowała muzyków? Czego możemy spodziewać się po najnowszej płycie i kto z zespołu ma najbardziej szalone pomysły? Zapraszamy na rozmowę z Kają Szwarnóg, reprezentantką zespołu Nawłoć.

Jak się poznaliście?

Kaja Szwarnóg (Nawłoć): W Krakowie takie znajomości najczęściej są wynikiem kosmicznych przypadków, a danego muzyka zazwyczaj poznaje się dlatego, że zna się innego muzyka. Nieraz najpierw słychać czyjąś grę, a dopiero potem imię. Pomaga też nieustająca fluktuacja między zespołami i wydarzeniami. Mikołaja Rodzaja poznałam, ponieważ grał w zespole „Metapacek” (później „Blisko”) z naszym obecnym menadżerem Andrzejem Czarneckim oraz Filipem Krygierem, który z kolei przedstawił nam basistę – Marcina Gontarza. Maja Kuzińska zgłosiła się do nas w odpowiedzi na ogłoszenie i okazała się być strzałem w dziesiątkę.  Kiryl Matsenka został nam polecony przez Alexa Clova, również fenomenalnego saksofonistę. Przez zespół przewinęło się dużo intrygujących jednostek, które, nawet jeśli nie zagrzały miejsca na długo, pozostawiały po sobie nawet niezwykle drobne pomysły melodyczne i aranżacyjne (duch Tomka Kiliana „dalej przemierza te komnaty”). Można odnieść wrażenie, że muzycy w Krakowie zachowują się jak leśne grzyby, rozpościerając podziemną sieć neuronową, stałe szukając nowych połączeń i samemu stając się przekaźnikami dla innych.

Skąd  pomysł na nazwę?

Nazwa „Nawłoć” wyniknęła z absolutnej fascynacji tą rośliną. Jej kwiat przedstawia porządek geometryczny, fraktalny wręcz (na podobieństwo paproci), który równocześnie zostaje zniekształcony poprzez naturalne odchylenia poszczególnych łodyg i płatków. Odbieram to jako styk dwóch różnych sił i ich niezwykłe współistnienie. Jako, że w wizualnym języku świata natury znajduję najwięcej inspiracji, również ten kwiat stał się ilustracją naszych muzycznych poszukiwań – w formie naszych utworów ścisła kompozycja spotyka się z nieprzewidywalnością improwizacji („odchylenia” wewnątrz geometrycznej struktury). Również brzmienia syntezatorów, nie spotykane w naturze, współistnieją z barwami instrumentów akustycznych i głosu wchodząc w różne interakcje.

Najnowszy singiel „Wracam” to zapowiedź płyty, która już niebawem. Czego możemy się po niej spodziewać?

Również będą w niej obecne wątki inspiracji światem zewnętrznym i przyrodą oraz ich wpływem na człowieka i jego stan emocjonalny (jak w utworach „Patrząc” czy „Cumulonimbus”). Tytuł płyty „Na skraju miasta” odnosi się do styku natury z cywilizacją, balansowania na krawędzi tych dwóch przestrzeni, oddaje wrażenie trwania w pętli, krążenia, powtarzalności a zarazem przemijania („Mija czas” i „Wracam”), docierania do tych samych idei i myśli w procesie twórczym („Miejski”), próby wydobycia się ze schematu („Kwiat pustyni”). W tych piosenkach często da się odczuć silne sprzężenie z otoczeniem i wzajemne przenikanie się obecnych w nim skrajności.

Łatwo jest dziś zaprosić słuchacza do świata jazzu?

Chyba nasz zespół ma o tyle łatwiej, że jednak głównie zgłębiamy format piosenki, a wraz ze słowem przychodzi metafora i pewnego rodzaju spięcie muzyki z czymś rozpoznawalnym, znajomym. Być może dla muzyki czysto instrumentalnej jest to większym wyzwaniem. Na dodatek nie jesteśmy jazzowymi purystami i czerpiemy z bardzo wielu różnych gatunków i stylów, więc mam wrażenie, że tutaj każdy znajdzie coś dla siebie.

Dużo jest w Waszej twórczości tęsknoty, pragnień, ale i obserwacji. Co Was inspiruje?

Zazwyczaj obserwacja otoczenia spaja się z towarzyszącym jej stanem emocjonalnym, refleksją czy skojarzeniem. To spotkanie staje się punktem wyjścia dla metafory będącej motywem przewodnim dla piosenki. W „Miejskim” plan miasta, ulice i torowiska są połączeniami neuronowymi w mojej głowie, która wciąż dochodzi do tego samego pomysłu. Tytułowy Kwiat pustyni to okruch piękna, który powstaje mimo barier, przeciwności i zahamowań.  Grzmot w „Cumulonimbusie” staje się synchronicznym z biciem serca uderzeniem, w dziwnie znajomym rytmie. W piosence „Wracam” wspomnienie jest bardziej realne niż otaczający świat, który jest chaotycznym, psychodelicznym obrazem kalejdoskopowym.

Jak wygląda u Was proces tworzenia? Najpierw powstaje tekst, melodia czy wszystko rodzi się jednocześnie? 

Ten proces jest bardzo nielinearny i trudny do przewidzenia. Kiedy już powstanie metafora łącząca obserwację otoczenia z refleksją wewnętrzną wtedy rozpoczyna się proces pisania tekstu. Bardzo zwracam uwagę, żeby struktura piosenki była za każdym razem inna, staram się unikać powtórzeń formy, ilości zwrotek i refrenów i ich proporcji, bardzo lubię stosować bridge i odstępstwa od ustalonej reguły. Elementy muzyczne są podporządkowane tekstowi, żeby właściwie podkreślać zarówno akcenty jak i konkretne ważniejsze słowa, szukam rozwiązań muzycznych, które będą ilustrowały znaczenie tych słów, zarówno w kształcie melodii jak i w harmonii i złożeniach barw instrumentalnych.

W innych wypadkach muzyka powstaje jako pierwsza i potrafi czekać miesiącami lub nawet latami na spotkanie z tekstem i osiągnięcie swojego ostatecznego kształtu. Pojawia się wiele pomysłów, różnych tematów lub fragmentów melodii i harmonii, które po jakimś czasie uzyskują więcej szczegółów, czasem powstaje sam refren albo samo intro. Tutaj dużą rolę odgrywa interakcja w zespole i zetknięcie z nowym spojrzeniem jego członków, z których każdy może zaproponować rozwiązania nieprzewidziane przez pozostałych. Zdarzają się piosenki jak np. “W zawieszeniu” powstające w jeden dzień jako skutek burzy mózgów,  jednak większość utworów jest pisana na przestrzeni długiego czasu.

Gdybyście mieli opisać nowy album trzema słowami, jakie by to były? 

Być może: obserwacja, poszukiwanie i pętla.

Czy jest utwór z nowej płyty, który ma dla Was szczególne znaczenie? Dlaczego?

Nie jest to wybór łatwy, bo każdy z nich ma coś unikalnego w sobie, ale dla mnie znaczący jest „Mija czas” ze względu na to, że w nim naprawdę każdy członek zespołu wpłynął na jego ostateczny kształt i wydźwięk i dołożył coś od siebie. Nie jest to tak bardzo moja kompozycja, jak wynik kooperacji, w szczególności dużo zawdzięczam Mikołajowi za wybory groovu i zmian metrum jak również Marcinowi za wymyślenie tematu basowego i harmonii refrenu.

Gdyby Wasza najnowsza płyta była miejscem, to jak by wyglądało? 

Nawiązując do tytułu „Na skraju miasta” byłoby to miejsce na granicy aglomeracji, gdzie miejskie akcenty torów i latarni spotykają się z dzikością natury, wysoką trawą, nieokrzesanym gąszczem krzewów i drzew.

W szczególności inspiracją tej wizji były najdalsze tramwajowe pętle Krakowa np. Kopiec Wandy, gdzie tramwaj przejeżdża niemalże przez las.

Jest Was całkiem sporo w zespole. Kto najczęściej wpada na najbardziej szalone pomysły? 

Muszę wskazać Marcina Gontarza jako autora pomysłów najbardziej szalonych, to niezwykle wyzwolona i otwarta artystyczna dusza, która zupełnie nie boi się rozwiązań niekonwencjonalnych, nieraz absurdalnych i zabawnych. Nawet ostatnio wspólnie stwierdziliśmy, że „basiści zawsze są jacyś dziwni” oczywiście w bardzo pozytywnym sensie.

Gdybyście mogli zaprosić dowolnego artystę do wspólnego nagrania, kto by to był i dlaczego? 

Dowolność daje mi przestrzeń do snucia fantazji. Rozpoczynając od najbardziej nierealnych: Maurice Ravel – ikona kolorystyki i łączenia jazzu z klasyką. Następnie Oliver Messiaen – myślę, że miałby z nami uciechę. W zakresie jazzowych rozwiązań, ale i pięknych barw syntezatorowych Herbie Hancock nie miałby sobie równych, to absolutny ideał, uwielbiam jego kolorystyczne wybory. Zmierzając do coraz bardziej realistycznych: intrygujące rzeczy związane z elektroniką robi zespół Luname, to by mogła być ciekawa współpraca. Zawsze mnie intrygowały również wybory barwowe Bartka Leśniaka, ogólnie największą moją uwagę zwraca właśnie syntezator w jazzie.

Nawłoć na Instagramie, Facebooku, Spotify i YouTube

Dodaj komentarz