Najgłośniej krzyczy się prawdą i spokojem. Zamieniłem młodzieńczy chaos na dyscyplinę twórczą… – Zbyszek Dróżdż o nadchodzącej płycie.

Na nową płytę fani czekali naprawdę długo. Dlaczego właśnie teraz uznałeś, że to odpowiedni moment na jej wydanie?

Życie miało wobec mnie swoje plany. Musiałem dojrzeć, przeżyć swoje, zdobyć doświadczenia w biznesie, w teatrze, założyć rodzinę i zaangażować się w pracę dla mojej lokalnej społeczności. Przez 30 lat pisałem piosenki i grałem w różnych zespołach oraz solo podczas swoich podróży autostopem. Teraz przyszedł dla mnie czas podsumowania. Jestem w miejscu, w którym nie muszę już niczego udowadniać, niczego udawać ani ścigać się z modami. Mam za sobą fantastycznych, profesjonalnych muzyków i czysty spokój w sercu. Wreszcie mam przestrzeń, by powiedzieć ludziom dokładnie to, co chcę.

Czy album będzie spójny muzycznie, czy każdy utwór pokaże trochę inne oblicze Zbyszka Dróżdża?

To wielobarwna mozaika, bo i moje życie nigdy nie było jednowymiarowe. Z jednej strony słychać tu surową, punkową energię z moich korzeni, z drugiej – dojrzałe, przestrzenne brzmienia, a nawet teatralny dramatyzm. Utwory spinają się w spójną całość nie przez jeden styl muzyczny, ale przez moją tożsamość i autentyczność. Każdy kawałek to inny rozdział z ostatnich trzech dekad, więc słuchacz dostanie pełen wachlarz emocji – od ostrych, refleksyjnych numerów po bardzo intymne ballady.

Która piosenka z nadchodzącej płyty jest Ci dziś najbliższa i dlaczego?

Zdecydowanie utwór „Coś o miłości”. Zapisałem w nim frazę, która jest dziś moim osobistym manifestem: „Chciałbym Ci powiedzieć coś o miłości, bo o nienawiści prawie wszystko wiesz”. Ten utwór dedykuję mojej żonie, z którą jestem od ponad 20 lat, ale przesłanie dotyczy każdego z nas. Żyjemy w świecie przebodźcowanym złością i podziałami. Ta piosenka to mój powrót do fundamentów – do intymności, bliskości i wdzięczności za to, że mam przy kim cumować.

Pisząc nowe utwory, bardziej kierujesz się własnymi przeżyciami czy obserwacją ludzi i świata?

W tym momencie nie skupiam się na nowym materiale. Ale jak piszę to kieruję się i przeżyciami i obserwacją. Jedno wynika z drugiego. Nie da się pisać autentycznie bez filtrowania świata przez własne serce. Inspiruje mnie codzienne życie.  Piszę z pozycji człowieka, który stał na scenie w Jarocinie, podróżował po Europie, prowadzi firmę, a dziś podejmuje decyzje jako radny powiatowy. Wszystkie te role dają mi unikalną perspektywę na ludzkie sprawy.  

Czy w czasie pracy nad albumem zdarzyło się coś, co szczególnie Cię zaskoczyło albo utwierdziło w przekonaniu, że warto było wrócić do muzyki?

Zaskoczyła mnie niesamowita synergia z muzykami, z którymi wszedłem do studia. Gdy profesjonaliści, grający na co dzień zupełnie inne gatunki, wzięli moje utwory na warsztat i dali im drugie życie, poczułem ciarki na plecach. Piosenki, które nosiłem w sobie od lat, nagle uderzyły z ogromną mocą. To był dla mnie jasny sygnał od wszechświata: „Zbyszek, tym piosenkom trzeba dać drugie życie, one muszą pójść między ludzi”.

Jak bardzo zmienił się Zbyszek Dróżdż jako autor piosenek od czasów Jarocina?

Tamten Zbyszek krzyczał, bo szukał swojej tożsamości i chciał zmieniać świat buntem. Dzisiejszy Zbyszek wciąż ma w sobie ten sam ogień, ale wie już, że najgłośniej krzyczy się prawdą i spokojem. Zamieniłem młodzieńczy chaos na dyscyplinę twórczą i głębię. Kiedyś buntowałem się przeciwko czemukolwiek, dziś tworzę dla kogoś. Zmieniły się środki ekspresji, ale bezkompromisowość pozostała ta sama.

Czy po premierze płyty planujesz koncerty i spotkania z publicznością? Gdzie będzie można Cię zobaczyć w najbliższym czasie?

Scena to mój żywioł, więc koncerty są naturalnym krokiem! Chcę spotkać się ze słuchaczami twarzą w twarz. Najbliższe plany to przede wszystkim powrót do moich korzeni – zagram w rodzinnym Miastku, planuję też występ w Bytowie oraz koncert w Gdańsku. To dla mnie ważne miejsca, pełne wspomnień i ludzi, którzy znają mnie od lat. 

Gdybyś miał zachęcić słuchaczy do sięgnięcia po nowy album jednym zdaniem, co byś im powiedział?

Chciałbym życzyć Wam, żebyście nie dali się ponieść fali mowy nienawiści i każdego dnia dawali coś dobrego od siebie światu – zacznijcie od siebie samych, od swoich najbliższych i od środowiska, w którym żyjecie na co dzień.

Po tylu latach przerwy – bardziej towarzyszy Ci trema czy ekscytacja przed tym, jak publiczność przyjmie nowe piosenki?

To połączenie fascynacji i tremy, pomimo tego, że wchodzę na scenę z własną, prawdomówną historią. Życie nauczyło mnie pokory, ale też wiary w to, co robię. Nie mogę się doczekać, aż te dźwięki zaczną żyć własnym życiem w głowach i sercach słuchaczy.

Na koniec – czego życzyć Zbyszkowi Dróżdżowi na ten nowy muzyczny rozdział?

Dobrego wiatru w żagle, niegasnącej pasji do świata i zdrowia, żeby mieć siłę łączyć to wszystko: muzykę, rodzinę, biznes i pracę dla ludzi. A artystycznie? Żeby piosenka „Coś o miłości” dotarła do jak najmniejszych zakątków i zasiała tam odrobinę dobra.

Album „Don Kichot” ukaże się jesienią tego roku.

🎧 Posłuchaj utworu i obejrzyj klip:

🔗 Więcej informacji:
https://zbyszekdrozdz.pl/kodqr/

Dodaj komentarz