„Otworzyłem w sobie jakieś drzwi i nagle zaczęły wysypywać się stamtąd melodie, pomysły, sceny..” – rozmowa z Tomaszem Biernackim o debiutanckiej „Planecie” i nadchodzącej płycie.

Dla wielu słuchaczy możesz być nową postacią. Kim jest Tomasz Biernacki i czym zajmujesz się na co dzień poza tworzeniem muzyki?

Pytanie „kim jestem” brzmi w mojej głowie nieco filozoficznie i przez to onieśmielająco. Myślę, że to jedno z pytań, które towarzyszy nam przez całe życie i wielu z nas nigdy nie znajdzie na nie dobrej odpowiedzi. Edukację muzyczną zacząłem w 4 roku życia i wiodła ona przez wszystkie stopnie, aż po studia, więc chyba mógłbym zaryzykować tezę, że jestem muzykiem. Oprócz komponowania i pracy aranżerskiej, także piszę o muzyce (zdarzyła się nawet książka), bywa że prowadzę działalność dziennikarską, uprawiałem trochę krytyki muzycznej, uczyłem. Mam raczej stoickie podejście do życia i nigdy nie biegałem za karierą, chcę po prostu czuć się dobrze i robić to, co kocham.

Twoja droga do piosenki nie była oczywista. Czy pamiętasz moment, w którym pomyślałeś: „chcę robić właśnie to”?

Całe moje życie biegnie krętymi i poplątanymi drogami. Pewnie dlatego, że jedną z moich głównych cech jest ciekawość. Zawsze podczas spacerów kuszą mnie jakieś boczne uliczki, podwórka…  tak było i w tym przypadku, Tyle że tutaj to były nieuczęszczane zakamarki mojej (pod)świadomości. Zauważyłem, że kryją się w niej jakieś regiony, których nigdy nie zgłębiałem. Odkryłem, że lubię pisać teksty piosenek, że potrafię myśleć w kategoriach sceny teatralnej, spektaklu, dramatycznego napięcia. Nigdy o to siebie nie podejrzewałem i nagle to odkryłem. Otworzyłem w sobie jakieś drzwi i nagle zaczęły wysypywać się stamtąd melodie, pomysły, sceny. Doszło do sytuacji, kiedy przez niemal rok, regularnie co dwa tygodnie pisałem nową piosenkę. Ta płyta to tylko wybór kilkunastu z nich. Bo na koniec pojawiło się oczywiście pytanie – co z tym w ogóle robić? Stąd płyta…

„Planeta” brzmi nowocześniej niż można by się spodziewać po Twoim zapleczu.  Czy to był świadomy krok w stronę innego brzmienia?

To prawda, „Planeta” jest w ogóle trochę z „innej planety” niż reszta płyty. W sumie taki był pierwotny pomysł – ona miała opowiadać o jakiejś formie izolacji (pamiętamy czasy pandemii) i o chęci powrotu do czegoś, chyba do jakiejś wspólnotowości, która z wiekiem staje się u mnie słabsza. Tak więc rozmyślnie miało to brzmieć „inaczej” – bo chwilowo zawiesiłem w sobie pojęcie „nowoczesności”. Myślę, że w kontekście innych utworów z płyty, pisanych na instrumenty akustyczne „Planeta” ma jeszcze inny wymiar – bardziej w niej widać to spojrzenie z boku, jakby z kosmosu. A co do brzmień – owszem jestem przywiązany emocjonalnie do muzyki granej na żywo, instrumentalnej. Mam silne przeczucie, że ona prędko nie zniknie, więc wciąż warto pisać dla zespołów. Natomiast – jak znam siebie – to moja ciekawość nie pozwoli na to, żeby wyłącznie przy tego typu estetyce i brzmieniu pozostać. Raczej zachowam tylko pewnego typu „spojrzenie” na muzykę (czyli nawet nie styl, a raczej pewien „know how”), ale myślę że samo brzmienie jeszcze nieraz się zmieni.

W utworze pojawia się motyw iluzji i kontroli nad czasem. Czy to bardziej osobista refleksja, czy komentarz do współczesnego świata?

Myślę, że i to, i to. Początkowo zawsze się nam wydaje, że jakaś emocja czy refleksja jest tylko naszym udziałem. Że nikt podobnie do nas nie myśli, nie czuje. Potem okazuje się, że ludzie mówią – to jest dokładnie o mnie.

Miałem taką fantazję, że skoro można popatrzeć w głąb czasu, sięgając po ogromne teleskopy obserwujące wszechświat sprzed tysięcy lat, to czy my – w naszej skromnej skali – nie moglibyśmy popatrzeć na nasze własne życie jeszcze raz, z boku, stojąc na jakiejś bardzo bliskiej nam planecie. Pomyślmy sobie, że np. z okolic takiej Betelgezy moglibyśmy teraz obserwować początki Renesansu – jakie byłoby to to ciekawe dla badaczy i naukowców! A gdyby tak skromniej? Wybrać punkt obserwacji odległy od nas o 10, czy 20 lat świetlnych? Bawi mnie i rozczula ten paradoks – że my, gdzieś we wszechświecie jesteśmy dalej gdzieś na początku naszego życia, że żyją tam bliscy nam ludzie i wszystko niby może się ułożyć inaczej – o czym marzymy i tu, i tam, w naszych „równoległych snach”. Myślę, że idea kontroli nad czasem to generalnie jedna z nieprzemijających fascynacji we wszystkich kulturach – być może w naszym świecie tym droższa, że dziś wszystko zdaje się biec nieco szybciej, niż kiedyś. Ale podejrzewam, że temat jest uniwersalny.

Jak wyglądał proces powstawania „Planety” – to był szybki impuls czy raczej długo dopracowywany pomysł?

Ze mną jest tak, że pracuję dość szybko, impulsywnie i cała praca polega na intensywnym ćwiczeniu mentalnym umożliwiającym wykreowanie spójnego świata. W takim napięciu nie można pozostawać zbyt długo. Pomysł pojawia się nagle i nie wolno tego momentu przespać. Trzeba zamknąć sprawę w kilka dni, kiedy odczuwa się ten rodzaj gorączki twórczej – i w zasadzie o niczym innym się wtedy nie myśli i nie śni. A potem – cóż, można pracować już na spokojnie nawet miesiącami w studio, lecz jest to praca warsztatowa i intelektualna, która rządzi się własnymi prawami. Tu nie ma potrzeby poganiać. Wtedy jest też czas na „dopracowywanie” drobiazgów. Ale to są ingerencję naskórkowe, nie zmieniające już niż w strukturze. Nigdy nie zmieniam tekstów, melodii ani harmonii. Można tylko lekko zmodyfikować aranż, miks itp

Określenie „pop z jazzowymi akordami” brzmi intrygująco. Czujesz, że to dobrze oddaje charakter tego singla?

Uświadomił to dopiero mój producent – Grzegorz Stasiuk. Dla mnie to był taki naturalny element stylu, a tego staram się nawet przesadnie nie analizować, bo można wpaść w szereg mentalnych pułapek i już z nich nie wyjść. Dla mnie pisanie „w gatunkach” (a tak działa lwia część rynku muzycznego) nigdy nie było niczym ciekawym. Tworzyć tylko podręcznikowy pop, czy rock? A wtedy, gdzie by się zmieścił np. zespół „Muse” z jego rozmyślnym synkretyzmem stylistycznym? Uważam, że wszystko co ciekawe powstaje z nieoczywistych połączeń i szerokopasmowych komunikacji międzygatunkowych. Zamykanie się w produkcji jednego typu „towaru” to działanie z dziedziny handlowej, a nie artystycznej. „Planeta” jest w zasadzie dość poetyckim utworem, więc skojarzenia ze smooth jazzem uważam za całkiem na miejscu. Ale z drugiej strony, gdyby ktoś mi najpierw powiedział wprost „napisz piosenkę pop z jazzowymi akordami” to chyba bardziej bym eksponował ową jazzowość, żeby była tak jednoznacznie słyszalna – i wtedy zniknąłby ten subtelny i wieloznaczny rysunek harmoniczny, który udało mi się nieświadomie wykreować. Ale myślę, że to fajny, trafny opis i wręcz inspiruje mnie on do dalszych takich prób.

„Planeta” jest zapowiedzią „Miraży” – jaki klimat całej płyty kryje się za tym pierwszym singlem?

Płyta była zaplanowana jako taki nieco teatralnie pomyślany, recitalowy „przegląd emocji”. Starałem się, żeby była ona mimo wszystko w miarę spójna, i w fundamentalny sposób oczywiście jest, choćby z tego powodu, że została zrealizowana w jednolitych (i świetnych) warunkach akustycznych ze wspaniałymi muzykami podczas kilku dni nagrań w studio Tall Pine Records. Ale jak wspominałem – zawsze kieruje mną ciekawość i chyba nie mógłbym nagrać całej płyty w jednej stylistyce, więc muszę przyznać, że raczej nie byłbym także w stanie wybrać jednej piosenki, która miałaby dać wymierne wyobrażenie o całości. Tak to zostało pomyślane, żeby te piosenki nawiązywały do czegoś znanego i klasycznego, ale też były zupełnie pod włos. Piosenka rockowa oparta jest na harmonice rodem z Schuberta, piosenka inspirowana bałkańskim folklorem – opowiadająca o poczuciu szaleństwa, jest w zasadzie zupełnie zagubiona tonacyjnie. Są tu ballady i sceny niemal operowe, czy przynajmniej musicalowe. Każda piosenka ma jakiś klucz, nawiązanie i w każdej coś jest „nie tak jak powinno”, np. z bardzo spokojnej piosenki wyewoluowuje stopniowo dzikie solo perkusji, a rockowa ballada w procesie swoistego morfingu przeistacza się w utwór Mieczysława Karłowicza. Bardzo lubię mylić słuchacza i go zaskakiwać. Być może wybór takiego a nie innego singla, także jest powodowany jakąś moją dialektyczną potrzebą równoważenia przeciwieństw?

Bardzo dziękujemy za rozmowę i czekamy na kolejne odsłony nadchodzącej płyty!

Dodaj komentarz