Największą inspirację czerpię z pracy z ludźmi – Zofia Szulakowska [WYWIAD]

Zofia Szulakowska – wykonawca, autorka muzyki, absolwentka wydziału aktorskiego PWSFTViT w Łodzi. Podczas swojej wieloletniej pracy artystycznej grała m.in. w Teatrze Starym w Krakowie oraz Teatrze Narodowym w Warszawie, jednak główną aktywnością artystki jest działalność muzyczna. Przez wiele lat występowała na wielu festiwalach piosenki aktorskiej, poetyckiej oraz bluesowej. Jej debiutancki, solowy album „Kilka Pięknych Miejsc” inspirowany szeroko pojętą muzyką rozrywkową i folkową oraz poezją śpiewaną ukazał się już 10 czerwca pod naszym patronatem medialnym. O swoich początkach, procesie powstawania albumu, inspiracjach, planach i marzeniach w rozmowie z M MAG opowiada sama artystka.

M MAG: Od czego zaczęła się twoja muzyczna podróż i jakie ważniejsze przystanki zaliczyłaś po drodze? 

Zofia Szulakowska: Śpiewać zaczęłam już jako mała dziewczynka, choć moja ścieżka artystyczna szła początkowo bardziej w kierunku aktorstwa. Zawsze jednak w tle była muzyka. Zresztą jedno drugiemu nie przeszkadza. W szkole aktorskiej piosence poświęca się bardzo dużo czasu. Na studiach dużo śpiewałam, brałam udział w festiwalach piosenki aktorskiej i innych konkursach studenckich. Od tego czasu, te dwa nurty towarzyszyły mi  w życiu równolegle, czyli zajmowałam się aktorstwem i śpiewałam. Głównie były to nurty poezji śpiewanej i piosenki aktorskiej, później jednak zaczęłam iść w stronę bardziej rozrywkową. Moja aktywność muzyczna przeważyła dopiero po moim udziale w  X Factor. Choć udział w programie nie spowodował jakiegoś sukcesu, czy wybuchu popularności to mogę z pewnością stwierdzić, że był czynnikiem spustowym, aby głównie zajmować się muzyką. Niedługo po tym zaczęłam się angażować bardziej w śpiewanie niż aktorstwo. Wraz z moim przyjacielem Dominikiem Gręda założyliśmy zespół Blueberry HIll, z którym gramy do dziś. Zespół gra muzykę z nurtu rockabilly, country i hillbilly. Z tego powodu, że nasz gatunek jest osadzony głęboko w stylu lat 50 ubiegłego wieku, zawsze czułam się w tym dobrze, zwłaszcza, iż daje to pole stworzenia pewnego wizerunku, postaci, umieszczenia w konkretnej konwencji. W tym wypadku moje wykształcenie aktorskie bardzo się sprawdziło. Zawsze lubiłam jednak eksperymentować, dlatego też niedawno założyłam nowy zespół  Cudna Banda grający bałkański folk oraz autorską muzykę w podobnym  gatunku. Gdy przyszła pandemia koronawirusa, siedząc w domu podczas lockdownu, wpadłam na pomysł, żeby skontaktować się po latach z moim znajomym Januszem Zalewskim. Pomyśleliśmy, że warto byłoby coś razem zrobić, tak powstał pomysł stworzenia autorskiej solowej płyty. Później zaproponowałam współpracę Ani Płaczkowskiej i tak powstało „Kilka pięknych miejsc” 

M MAG: Za warstwę muzyczną do wszystkich utworów na płycie odpowiadasz wspólnie z Januszem Zalewskim, zaś autorką tekstów jest Anna Płaczkowska. W jakim pięknym miejscu doszło do waszego spotkania skutkującego muzyczną kooperacją. 

Zofia Szulakowska: Do pięknego spotkania mojego i Janusza doszło w pięknym mieście Bielsko – Biała, z którego oboje  pochodzimy i tak właściwie znamy się od zawsze. Janusz w latach 80. grał w zespole Salvator z moim bratem, a ja jako mała dziewczynka byłam na ich koncertach. Tak się zdarzyło, że mieliśmy później okazję współpracować przy kilku projektach. W dodatku rozpoczęliśmy wspólnie projekt, który miał być moim solowym albumem, jednak z różnych względów nie został dokończony. Powstało nawet kilka piosenek, sytuacja się jednak zmieniła. Ja zamieszkałam w Warszawie, zaangażowałam się w inne rzeczy i straciliśmy kontakt na jakiś czas. Właściwe historia naszej obecnej płyty, to historia powrotu. Muszę powiedzieć, że ta współpraca ma dla mnie szczególne znaczenie, zwłaszcza w kontekście naszej artystycznej rozłąki. Ja bardzo żałowałam, że nasz wcześniejszy projekt nie miał swojego końca, powstał wtedy bardzo ciekawy materiał.  Często o tym później myślałam. Ta płyta dała nam możliwość sfinalizowania  jakiegoś artystycznego głodu. Miałam zawsze wrażenie, że nasza współpraca z Januszem to takie trochę zaniedbane dziecko, które potrzebuje dopieszczenia (śmiech). Myślę, że udało nam się nim wreszcie zaopiekować. 

Z Anną Płaczkowska spotkaliśmy się w Pleszewie podczas warsztatów filmowych. Gdy okazało się, że mam zespół i potrzebuje tekstów, Ania z miejsca się poleciła i wysłała mi swoje teksty, początkowo tylko po angielsku. Spodobały mi się tak, że mieliśmy wykorzystać kilka tekstów z Blueberry Hill, jednak nie było okazji. Dopiero pandemia i pomysł nagrania solowej płyty spowodowały, że przypomniałam sobie o Ani i zaproponowałam współpracę.

M MAG: Jak wyglądał proces powstawania albumu?

Zofia Szulakowska: Można powiedzieć, że album powstawał całkowicie zdalnie. Każde z nas było w innym mieście. Ania w Pleszewe, Janusz w Bielsku – Białej, a ja w Warszawie. Miało to swoje plusy i minusy. Fakt, że byliśmy osobno, wydłużył proces powstawania  płyty. Trwało to długo, bo ok. dwóch lat, ale tak naprawdę każde z nas miało jakieś inne swoje zobowiązania. Płyta powstawała w przerwach w naszym normalnym życiu, typu praca, dom, obowiązki. Trudno to pogodzić, jednak nam się udało. Robiąc to samodzielnie, byliśmy stratni o ten wspólny proces twórczy, gdzie kilka osób siada wspólnie i  powstaje coś wyjątkowego, jednak robienie rzeczy osobno ma też swoje pozytywne strony. Każdy z nas mógł w swoim tempie posuwać się naprzód, skupiając się tylko na swoim kawałku, co daje możliwość ogniskowania uwagi na jednej rzeczy za to bardzo dokładnie. Później składaliśmy to w całość. Jeśli się nie zgrywało, to poprawiliśmy i tak do skutku. Dla mnie ważne jest, że opracowaliśmy sobie pewien system pracy, który działa. Płyta powstawała bardzo długo, ale mamy po tym, że tak powiem “fach w ręku”. 

We wrześniu 2022 mamy zamiar wypuścić nowy singiel, który stworzyliśmy w czerwcu tego roku całkowicie spontanicznie. To była wręcz błyskawiczna akcja. Chcieliśmy zgłosić piosenkę na konkurs i bardzo nam się spieszyło. Piosenka powstała w kilka dni, łącznie z miksem i aranżem. Nie została doceniona w konkursie, ale my widzimy jej potencjał, dlatego jeszcze w tym roku ja wypuścimy, bo jesteśmy z niej dumni 🙂

M MAG: „Kilka pięknych miejsc” jest zbiorem piosenek opowiadających o doświadczeniach emocjonalnych i duchowych, dotyczących na pewnym etapie życia wszystkich z nas. Skąd czerpaliście inspiracje?

Zofia Szulakowska: Jeśli mówimy o przeżyciach każdego z nas, to oczywiste jest, że czerpaliśmy inspiracje z naszych doświadczeń oraz muzyki, której słuchamy. Bardzo ważnym aspektem tej płyty jest to, że pomimo solowego charakteru tego albumu jest on bardzo wspólny. Wiele jest w nim każdego z nas. Bardzo wiele utworów czuliśmy podobnie i praca nad nimi była swobodna i bezproblemowa. Jednak wielokrotnie musieliśmy też iść na kompromis.  Każdy z nas słyszał coś inaczej. Myślę, że musieliśmy się wszyscy parę razy pożegnać z pierwotnym pomysłem, w imię czegoś lepszego. Nawet przytoczę przykład.  Piosenka Zaproszenie, w mojej wersji pierwotnej brzmiała zupełnie inaczej. Miałam też jakąś koncepcje brzmienia utworu i bardzo się do niej przywiązałam. Gdy dostałam wersję aranżu od Janusza, to muszę powiedzieć, że się wściekłam. On to usłyszał kompletnie inaczej, ale tak zupełnie inaczej, że nawet rytmika jest inna. Byłam w dużej żałobie po mojej wersji tej piosenki, jednak musiałam przyznać i z całą pewnością przyznaje to teraz, że wersja obecna jest dużo lepsza i jest jedną z moich ulubionych piosenek z tej płyty. Tak samo było z tekstami. Ania i ja reprezentujemy całkowicie inne typy osobowości i mamy inny system postrzegania świata. Mam wrażenie, że to jest coś, co najbardziej wzbogaciło naszą płytę. Ja jestem raczej radosnym duchem i tak bym raczej siebie określiła. Gdybym miała sama odpowiadać, za tematykę swojej płyty prawdopodobnie byłaby ona niesmacznie pogodna (śmiech). Ania natomiast ma w sobie taką nutkę refleksyjnego mroku. Myślę, że nie obraziłaby się na mnie za takie określenie, bo ten mrok jest bardzo pociągający.  Mam wrażenie, że połączenie nas dwóch wypadło całkiem dobrze. Ania trochę zmatowiła tę moją radość i to dało dobry efekt. 

M MAG: Ukończyłaś psychologię i na co dzień pracujesz z dziećmi i młodzieżą prowadząc zajęcia aktorskie oraz muzyczne. Czy twoje wykształcenie i praca mają również przełożenie na tworzoną przez ciebie muzykę?

Zofia Szulakowska: Zdecydowanie tak. Największą inspirację czerpię z pracy z ludźmi. Bez względu na to z kim pracuję, czegoś się uczę. Nie ukrywam, że dzieci uczą mnie tego, co jest obecnie na topie. Serio tak jest. Dzięki nim wiem, czego się teraz słucha, co się ogląda, jaka jest moda wśród młodzieży. To bardzo ważne dla artysty wiedzieć co się dzieje w branży. Sama specjalnie nie nadążam za zmieniającymi się trendami, bo one galopują, zawsze jednak mogę liczyć na młodzież i dzieci, które mnie wyedukują. Natomiast w pracy psychologa bardzo pomaga mi wykształcenie aktorskie i muzyczne umiejętności. W mojej pracy często sięgam do arteterapii i muzykoterapii. To są bardzo przydatne narzędzia w pracy psychologicznej.

M MAG: Taniec w mroku jest możliwy?

Zofia Szulakowska: O, jak najbardziej! Poza tym mrok ma coś w sobie pociągającego. Z jakiegoś powodu lubimy mroczne utwory w mollowych tonacjach i też to się sprawdza na mojej płycie. Dwa najbardziej doceniane utwory z albumu  to „Sen” i właśnie „Taniec”. Oba w wyrazie mroczne i depresyjne. Taniec jest też sposobem wyrażania emocji. Nie musi kojarzyć się tylko z radością. Może wyrażać smutek, żal, złość… Na co dzień staramy się ukryć nieprzyjemnie emocje. Muzyka czy taniec, pozwalają nam wyrażać takie emocje bez konsekwencji. To jest jedna z zalet sztuki, która coś wyraża, a zarazem może oczyszczać. 

M MAG: Jaka jest twoja recepta na odnalezienie drogi do wewnętrznego światła?

Zofia Szulakowska: Przede wszystkim to robienie w życiu tego, co sobie wymarzyłam. Pewnego dnia zaczęłam słuchać samej siebie i wyklarowało mi się, czym się chcę w życiu zajmować i odważyłam się po to sięgnąć. Okazało się, że nie jest to wcale takie trudne, jak myślałam. W piosence „Światło” można znaleźć fragment: „Najtrudniejszy jest pierwszy raz”  – choć może się to wydawać banalne, jest to bardzo prawdziwe. Wielu ludzi, żyje w mroku, cierpieniu depresji dlatego tylko, że boją się zrobić jakikolwiek krok, a o to właśnie chodzi, żeby po prostu ruszyć. Czasem wystarczy coś naprawdę małego. Maszyna musi się najpierw nagrzać, a potem dopiero się pomału rozkręca. Moja droga do wewnętrznego światła zaczęła się właśnie od małego kroczku i powoli jak to się mówi, kropla drąży skałę. Mogę powiedzieć, że dałam sobie prawo do realizowania swojego życia, i tego się trzymam. Chociażby fakt, że nagrałam tę płytę, jest takim wyrazem realizacji swoich pragnień. Nie mogę powiedzieć, że moje życie jest cudowne i bezproblemowe, jednak fakt, że realizuje swoje pragnienia, pomaga w znoszeniu przeciwności.

M MAG: Podobno każde z miejsc ma w sobie coś magicznego – czasem jedynie potrzeba czasu, by to zrozumieć, a następnie się przebudzić. Masz już za sobą etap „przebudzenia”?

Zofia Szulakowska: Myślę, że budzę się cały czas. Codziennie odkrywam coś nowego, badam siebie i rzeczywistość. Zresztą bardzo to lubię. Myślę, że moim przebudzeniem jest właśnie fakt realizowania swoich marzeń oraz coraz większa akceptacja życia takim, jakie ono jest. Chociażby to, że poszłam na studia psychologiczne jest takim małym przebudzeniem, no i fakt pewnej akceptacji rzeczywistości, która nas otacza. Tak jak wspominałam – moje życie nie jest idylliczne, jednak wiedzie mi się znacznie lżej, mając w sobie większa otwartość na wszystkie radości, jak i cierpienia, które ono niesie.

M MAG: Na swoim koncie masz wiele prestiżowych festiwali i udział w Talent Show. Jak wspominasz te wydarzenia na muzycznej osi czasu swojej kariery?

Zofia Szulakowska: Oba udziały w talent show wspominam bardzo dobrze, zarówno X Factor, jak i Mam Talent. W obu też zaszłam dość wysoko. Nie udało się co prawda wystąpić w odcinkach na żywo, ale w X Factor jednak było blisko. Wyciągnęłam z tej przygody bardzo wiele. Do dziś czerpie korzyści z udziału w obu programach. Sam fakt pojawienia się w nich bywa dla niektórych prestiżowy, dlatego uważam, że warto było. Dla mnie też to było kolejne doświadczenie telewizyjne, zaprawa przed większą publicznością no i przede wszystkim zetknięcie się z publiczną oceną. To są bardzo ważne nauki, z których czerpie do dziś. 

M MAG: Czy masz w planach koncerty promujące wydawnictwo?

Zofia Szulakowska: Na razie nie. Jeśli myślałam o tej płycie, to raczej w  wersji głównie do słuchania w sieci. Myślę też o teledysku, do którejś z piosenek, jednak jestem cały czas otwarta na to, co życie przyniesie. Jeśli będzie taka potrzeba, to będziemy koncertować, aktualnie jednak nie.

M MAG: Jakie piękne miejsce są jeszcze na twojej mapie marzeń? Czego możemy ci życzyć?

Zofia Szulakowska: Na pewno chciałabym kontynuować moją działalność muzyczną. Wiem też, że cały nasz team Ania, Janusz i ja chcielibyśmy wydać coś kolejnego, bo bardzo dobrze współpracowało nam się podczas tworzenia tego albumu. Nie było planów na więcej, jednak było na tyle fajnie, że chcemy iść dalej w tym kierunku. Dla mnie też ważna jest ścieżka psychologiczna. Bardzo poważnie do tego podchodzę, nadal się kształcę i przede wszystkim pracuje w tym zawodzie na co dzień, więc moja przyszłość pewnie jawi się jako połączenie tych dwóch ścieżek.

M MAG: Trzymam za to mocno kciuki! Dzięki za rozmowę.

Rozmowę przeprowadziła Beata Ejzenhart-Ismayilov, redaktor naczelna M MAG

KUP ALBUM „KILKA PIĘKNYCH MIEJSC”

M MAG POLECA:

Zofia Szulakowska w social mediach:

Facebook: https://www.facebook.com/zofiaszulakowska/

Instagram: https://www.instagram.com/zofiaszulakowska/ 

Youtube: https://www.youtube.com/channel/UC-LuC6vBz3hklIZrA5JfwvA/

Spotify: https://open.spotify.com/artist/088gvM9LdfqFLh1eUMDSoj?si=XMSYPSkGQXaW9QN9bisE5Q

KILKA PIĘKNYCH MIEJSC – STREAMING PARTY:

Janusz Zalewski – gitarzysta, producent, aranżer i kompozytor. Uczestnik festiwalu jazzowego Jazz Juniors, (1985)Opolskiego koncertu Debiuty 1986 oraz Koncertu Premier (1988) wraz z zespołem Salvator. Twórca ścieżki dźwiękowych do filmów realizowanych przez studentów PWSFTviT w Łodzi. Autor Jingli do reklam m.in. Radia Bielsko oraz TVP Katowice. Współpracuje z Teatrem Grodzkim oraz Teatrem Moich Marzeń przy realizacji muzyki do spektakli. Gitarzysta, producent, aranżer i główny kompozytor płyty Hot&Fire zespołu The Djangos.

Anna Płaczkowska – autorka tekstów piosenek oraz wierszy. Z wykształcenia magister filologii polskiej. Od najmłodszych lat zwracała szczególną uwagę na słowa i na ich podstawie po dziś dzień dobiera muzykę, której słucha. W swojej twórczości inspiracje czerpie głównie z emocji i własnych doświadczeń.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s