Loverman – posłuchasz i nie uwolnisz się…

Miłość to temat niewyczerpany. Od zawsze inspiruje artystów i choć może wydawać się już nieco przebrzmiały, to jednak co jakiś czas nadal pojawia się ktoś, kto potrafi na nowo opowiedzieć tę samą historię, którą wszyscy już słyszeli, a która wciąż potrzebuje być usłyszana. Jednym z artystów, którzy postanowili podjąć się tej wcale niełatwej i nieoczywistej sztuki jest belgijski balladysta ukrywający się pod pseudonimem Loverman.

Na zdjęciu prasowym wygląda trochę jak zdziwiony Sid Vicious przyłapany podczas rave’u, ale już w teledysku wciela się w postać, która przywodzi na myśl legandarne dzieło F.W. Murnaua „Nosferatu” z 1920 roku. Choć wizualnie Loverman mógłby z łatwością odnaleźć się w jednym z filmów Herzoga, przy bliższym poznaniu okazuje się niezwykle wrażliwy, wręcz lękliwy i kruchy. Taki jest też jego debiutancki utwór „Into The Night”, wydany niedawno nakładem [PIAS] Recordings. 

Początkowy szok wizualny szybko przeradza się w zachwyt, gdy na tle samotnie pobrzmiewającej gitary pojawiają się piękne, melancholijne smyczki, a przede wszystkim – ten głos! Głęboki, spokojny, lekko załamujacy się w momencie gdy wyznaje: „Wszystko, co robię, wydaje się tak bardzo spóźnione”. Kamera zaczyna podążać za minstrelem, który tanecznym krokiem ucieka w kierunku Bazyliki Najświętszego Serca w Paryżu. Być może nieprzypadkowo “Into The Night” rozpoczyna się i kończy tym samym dźwiękiem – dzięki temu płynnie zapętla się aż do momentu gdy okazuje się, że niepostrzeżenie minęła cała noc…

W kolejnym utworze – „Parlay” – Loverman zrzuca z siebie skórę wampira i ukazuje ludzką twarz. Tym razem forma jest jeszcze bardziej oszczędna i minimalistyczna. Utwór został zarejestrowany w środku nocy na klatce schodowej jednego z beligjskich domów. Nie ma tu żadnych smyczków, ani perkusji – tylko jego głos i gitara akustyczna. Rezultat zapiera dech w piersiach. „Parlay” to 5 minut czystego zachwytu i kontemplacji.

To dziwne preludium wprowadza nas do zachwycającego świata Lovermana – świata jakże innego od tego, co zalewa nas zewsząd w rozpędzonej współczesności. To pierwszy przedsmak autorskiej twórczości, która porusza te same struny serca, co wpaniałe dark folkowe hymny Timber Timbre, późnonocne ballady Tindersticks i klasyczne piosenki takich artystów jak Leonard Cohen, Scott Walker, Lee Hazlewood czy Nick Drake.

Oto, co na temat swojej twórczości ma do powiedzenia sam artysta:

“Hello, this is Loverman, here to tell you a long story short. It begins with a sequence of the inevitable followed by more of the inevitable (if you know, you know) which set in motion a journey for something true. A journey starting at the place where all truth finds its bearings, the blessed and bloody capacity for love in each-and-every human being. Throughout this journey, haunted by my love and hate for the hardcore continuum (Burial), for my homeland (Belgian Brit/British Belgian), modern day troubadours (Brel/Walker/Cohen), and the abstractions uniting all of the above (The Singing Detective), I wrote love songs on an old guitar. They tell you a new story you’ve all heard before but still need to hear. Stripped down to their bare necessities, these love songs recollect and reload. Written and recorded on a rooftop somewhere in Belgium.”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s