Liczymy, że ubranie Przemka w rockowe ciuchy zwróci uwagę na jego twórczość ludzi, którzy do tej pory nie mieli z nią styczności – Łukasz Darapała & Chevy [WYWIAD]

„40/70 Gintrowski” to specjalny projekt muzyczny szczecińskiego zespołu Łukasz Drapała & Chevy, prezentujący twórczość Przemysława Gintrowskiego w nowej, pozwalającej dotrzeć do szerokiego grona odbiorców stylistyce. Album ukazał się końcem grudnia ubiegłego roku. Płyta nie jest kolejnym zbiorem coverów, a specjalnym i wyjątkowym hołdem dla wybitnego barda i jego muzyki. O najnowszym wydawnictwie, ponadpokoleniowej kooperacji, planach i marzeniach w rozmowie z M MAG opowiada głos Zespołu – Łukasz Drapała.

M MAG: Od czego zaczęła się historia bandu Łukasz Drapała i Chevy?

Łukasz Drapała/ Chevy: Zaczęła się chyba… w 2008 roku (śmiech). Wtedy właśnie poznałem Tomka Jóźwiaka, zaczęliśmy grać razem w zespole Fat Belly Family, a w międzyczasie zaprzyjaźniliśmy się. Było jasne, że mimo mojego odejścia z zespołu kiedyś i tak będziemy współpracować. Okazja pojawiła się niemal 10 lat później. Tomek podesłał kilka pomysłów aranżacyjnych, a ja wtedy szukałem dodatkowego pola do tworzenia czegoś innego niż w Chemii, a do tego po polsku. Skompletowaliśmy skład, przyniosłem kilka utworów, kolejne zrobiliśmy wspólnie i powstała płyta „Potwory“. Trochę to trwało – choćby z tego powodu, że mieszkam w Warszawie, a zespół stacjonuje w Szczecinie. Mimo setek przeciwności płyta powstała i jesteśmy z niej zadowoleni. Trafiła do wszystkich rozgłośni rockowych w Polsce, single zajmowały wysokie pozycje, a my jeździliśmy po kraju, koncertując i grając na festiwalach. Czas do pandemii był całkiem dobry dla zespołu – wylaliśmy solidny fundament pod rozwój.

M MAG: W 2019 roku wydaliście autorski longlpay Potwory. Skąd wziął się pomysł na to, żeby drugie wydawnictwo oprzeć na zacnej, ale – bądź co bądź – nie waszej twórczości?

Łukasz Drapała/ Chevy: To był pewien miłosny splot wydarzeń. Kilka lat temu zostałem zaproszony przez Gabi Gusztyn, aby śpiewać w serii koncertów „A jednak coś po nas zostanie“ w całości poświęconej utworom Przemysława Gintrowskiego. Graliśmy w teatrach w całej Polsce, a zwieńczeniem był grudniowy koncert retransmitowany w telewizji. W tym czasie zaprzyjaźniłem się z Agnieszką i Julią Gintrowskimi. W tym czasie też zakochałem się w twórczości Przemka. Po zakończeniu projektu zostałem zaproszony przez Agnieszkę na festiwal „Pamiątki“ w Kołobrzegu. Stwierdziłem, że zrobię coś innego i przyjadę tam w rynsztunku rockowym, po czym zaproponowałem udział chłopakom z Chevy. Wybraliśmy się tam zupełnie nieprzekonani, co do ewentualnego sukcesu, ale za to zupełnie przekonani, że to, co zaproponujemy w wybranych dwóch utworach („Gdy tak siedzimy”, „Karol Levittoux”), jest warte uwagi. O dziwo udało się zdobyć wyróżnienie, a zaraz po festiwalu powstał pomysł nagrania całej płyty.

M MAG: Wybrana przez was stylistyka, rok wydania albumu i sam tytuł – „40/70 Gintrowski” – nie są przypadkowe. Opowiedzcie o tym wyjątkowym projekcie.

Łukasz Drapała/ Chevy: Pomysł wymyślił się sam, a koncept płyty był nie tylko konsekwencją, ale i wielką ochotą na zmierzenie się z czymś arcytrudnym. Jedyne czego chcieliśmy „przypilnować“, to aby nie było to odtwórcze. Chcieliśmy – tak jak na wspomnianym festiwalu – wyjść poza schemat, ryzykując niechęć kanonicznych fanów Gintrowskiego. Jako artysta nie wyobrażam sobie zgody z nurtem powszechnie uważanym za właściwy. Sztuka wymaga innego anturażu, aby trafiła na grunt nowych czasów lub po prostu poszerzyła pole rażenia. Liczymy, że ubranie Przemka w rockowe ciuchy zwróci uwagę na jego twórczość ludzi, którzy do tej pory nie mieli z nią styczności.

M MAG: Jakim kluczem kierowaliście podczas wyboru utworów na album 40/70 Gintrowski?

Łukasz Drapała/ Chevy: Klucze były dwa – przekaz i tzw. piosenkowość. W pierwszym przypadku chcieliśmy przekazu, który nie stracił na aktualności, a w pewnych przypadkach będzie lekcją historii, która – jak wiemy – zatacza koła. W przypadku drugiego klucza szukaliśmy dzieł melodyjnych i takich, które idealnie znajdą się w stylistyce rockowej. Przy okazji okazało się, że utworów pasujących do koncepcji jest dużo więcej – kto wie, może kiedyś nagramy drugą część płyty. Gintrowski był genialny w budowaniu napięcia, scenariusza emocji i w melodyce.

M MAG: Jak wyglądał proces nagrywania albumu? Mieliście jasno określoną wizję, czy wszystko klarowało się w trakcie prac nad materiałem?

Łukasz Drapała/ Chevy: Za wizję aranżacyjną odpowiedzialny był Tomek. Spotkaliśmy się w Warszawie przed nagraniami demo i przez dwa dni omawialiśmy repertuar, kierunki prac, budowę utworów, klimat i planowaną stylistykę itp., ale nad ostatecznym kształtem instrumentali siedział Tomek z Maćkiem. Ja już potem skupiłem się na lead wokalu. Najczęściej śpiewam po angielsku, więc ważny dla mnie był czytelny polski, interpretacja oraz wykorzystanie palety barw głosu. Zależało mi na różnorodności, ale niektóre narzędzia pojawiły się właśnie w trakcie prac nad płytą. Przykładowo – nigdy nie sądziłem, że zacznę rapować (śmiech).

M MAG: W utworze „Tylko kołysanka gościnnie zaśpiewała córka artysty Julia Gintrowska. Jak doszło do tej mającej wyjątkowy wydźwięk ponadpokoleniowy kooperacji?

Łukasz Drapała/ Chevy: Tak jak wspomniałem, z Julią znaliśmy się już kilka lat. Nie wyobrażałem sobie tej płyty bez jej głosu. Tylko kołysanka to utwór, który idealnie wpasował się w mojej wyobraźni na duet. Oczywiście – mogliśmy zaskoczyć czymś innym, ale efekt utwierdził mnie w przekonaniu o słuszności naszego wyboru. Julia wykonuje ten utwór dość często, ale przecież nie w takiej aranżacji.

M MAG: Pandemia z jednej strony daje Artystom mnóstwo czasu na twórcze działania, z drugiej strony raz po raz całkowicie odcina ich od możliwości prezentowania efektów w tradycyjnej formie, czyli podczas koncertów. Planujecie jakąś trasę promującą wydawnictwo?

Łukasz Drapała/ Chevy: Dla artystów, którym nie udało się dotrzeć do „ekstraklasy“ polskiej sceny muzycznej przed pandemią, to przede wszystkim walka o przetrwanie. Nie bardzo mogę mówić o większej dawce wolnego czasu, kiedy zwyczajnie trzeba szukać sposobu na przeżycie. Dla niektórych to konieczność „dobranżowienia się”, przebranżowienia się, powrotu do zawodów wyuczonych, a w skrajnych wypadkach –  konieczność rezygnacji z marzeń o muzykowaniu. W przypadku artystów porywających się w tych wyjątkowych czasach na tematy ambitne i wymagające jest jeszcze gorzej. Ale w miłości nie traci się nadziei, a my kochamy muzykę i na szczęście spotykamy takich ludzi, którzy wierzą i kochają tak jak my. Udało nam się pozyskać sponsorów, a obecnie – dzięki takim wywiadom, jak ten – odzywają się do nas stacje radiowe z propozycjami koncertowymi. Cieszy nas to niezmiernie, bo czujemy głód sceny, a zdobyte pieniądze pozwolą na kolejne nagrania.

M MAG: Kolejny autorski longplay jawi się w na horyzoncie, w najbliższej przyszłości?

Łukasz Drapała/ Chevy: Oczywiście materiał na kolejną autorską płytę powstawał w ubiegłym roku. Mamy mnóstwo pomysłów aranżacyjnych, dużo tematów i riffów od Tomka Jóźwiaka, pojawiła się też ciekawa linia basu od Maćka Cierleckiego, z której planuję zbudować piosenkę. Teraz moja praca – siadam do melodii i układów numerów, a na koniec do tekstów. Nie wiem, czy wyrobimy się do jesieni, ale – jak mniemam – na wiosnę 2023 będzie coś do pokazania.

M MAG: Co was inspiruje?

Łukasz Drapała/ Chevy: Zacznę może od końca etapów tworzenia – tekstu. Zwykle staram się pracować na moich aktualnych emocjach, które klimatem podpowiada mi napisana wcześniej linia melodii. Jeżeli jednak klimat kompletnie nie pasuje do moich emocji, to szukam pasującego stanu w przeszłości i tam się przenoszę. Tam też szukam tematu i w przypadku tekstów w ŁD & Chevy staram się, aby były to tematy bliskie, ludzkie, niemal codzienne. Aby to było o nas, nie o mnie. Pojawiają się czasem konteksty filozoficzne, polityczne. To musi być w zgodzie ze mną. Muzycznie inspiracje natomiast to pewnie te wszystkie nuty, które zaszyły się we mnie w młodości, a które teraz próbuję wypuścić. Wychowywałem się na Queen i klasyce rocka, dojrzewałem na całej konstelacji grunge’u. Dziś coraz częściej w moich słuchawkach pojawia się blues i jazz. Tak naprawdę inspiruje mnie wszystko to, co usłyszę i zrobi na mnie wrażenie, bez względu na styl.

M MAG: Nie brak wam muzycznego gustu, wyczucia, rockowego pazura i charyzmy. Czego możemy wam życzyć?

Łukasz Drapała/ Chevy: Dziękujemy. Byłoby najpiękniej, gdyby za chwilę skończyła się pandemia i wróciła moda na rocka. Z resztą sobie poradzimy.

M MAG: W takim razie życzę wam tego z całego serca. Dzięki za rozmowę!

Łukasz Drapała/ Chevy: Dziękujemy bardzo i do następnego!

Rozmowę przeprowadziła Beata Ejzenhart - redaktor naczelna M MAG

KUP ALBUM „40/70 Gintrowski”

KUP ALBUM „Potwory”

M MAG POLECA

SOCIAL MEDIA

Łukasz Drapała & Chevy / Facebook

Łukasz Drapała & Chevy / Instagram

Łukasz Drapała & Chevy / YouTube

Łukasz Drapała & Chevy / Spotify

STREAMING PARTY:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s