Za dziecka wpadliśmy do kociołka z wywarem z Monty Pythona, Big Cyca, Leslie Nielsena i Kabaretu Potem, przyprawionych garścią Manna i szczyptą Materny – DiscoPogo [WYWIAD]

Motto DiscoPogo brzmi: Bawimy się na poważnie! Z pozoru paradoksalne, jednak najlepiej oddaje postawę zespołu, który lubi się bawić tworząc muzykę która nigdy się nie nudzi. Zespół powstał z inicjatywy Vincenzo Corsini który, po występach jako gość Strachów na Lachy i po nagraniu utworu „My name is Jeżyce” razem z Kamilem Durskim z Atlvnta i z „Kuzynem” z Pidżamy Porno, zdecydował założyć własny zespół w skład, którego wchodzą: Vincenzo Corsini (śpiew), Michał Błaszak (gitara basowa), Marcin Bazanowski (instrumenty klawiszowe), Mariusz Henschke (gitara) i Marcin Wyrwiński (perkusja). W związku z tym, że każdy członek zespołu ma inne doświadczenia i gusty muzyczne, kapela nie zamyka się w kręgu jednego gatunku, tworząc utwory różnorodne a jednak współgrające między sobą. Zespół istnieje od 2015 roku i ma swoją bazę operacyjną w Poznaniu. W grudniu 2016 wydali album EP „DiscoPogo” z 4 autorskimi utworami, natomiast we wrześniu 2019 ukazał się drugi EP „All Inclusive”, z 5 autorskimi utworami. W listopadzie tego roku wypuścili swój pierwszy album długogrający „Nasz klient, nasz funk”. O swoim najnowszym wydawnictwie, planach koncertowych i marzeniach opowiadają sami Artyści.

M MAG: Wasze poczucie humoru jest rozbrajające i zarażające (śmiech). Na wstępie zakrztusiłam się utworem „XXI wiek” a potem było już tylko lepiej. Przy utworze „Porno Korpo” (dosłownie) wyłam ze śmiechu. Gratuluję!

Misza (Michał Błaszak, basista zespołu): Śmiech to zdrowie! Ważne, żeby się nie udusić. Myślę, że nawet, gdybyśmy się bardzo starali, nie potrafilibyśmy inaczej podejść do komentowania rzeczywistości. Za dziecka wpadliśmy do kociołka z wywarem z Monty Pythona, Big Cyca, Leslie Nielsena i Kabaretu Potem, przyprawionych garścią Manna i szczyptą Materny. Taka mieszanka odciska piętno, które pozostaje na resztę życia (śmiech). Dlatego nie możemy pić mikstur w trakcie pisania tekstów. Doszłoby do przekroczenia dopuszczalnego stężenia dowcipu, który tak naprawdę jest w naszych rękach narzędziem pozwalającym podać nieco głębsze treści w lekkiej i, mam nadzieję, przyjemnej formie.

M MAG: Skąd w tych nie czarujmy się „pochmurnych” czasach tyle w was POGOdy?

Vincenzo (Corsini, wokalista zespołu) : Próbujemy przekształcać energię, tak by to co było negatywne teraz było pozytywne, a to co było pozytywne, było jeszcze bardziej pozytywne. To taka kuracja, która się odbywa w specjalnym oddziale pod nazwą DiscoPogotowie (śmiech).

Jest taka Buddyjska sentencja, która mówi, że „nie ma ziem czystych i ziem nieczystych, wszystko zależy od serca osoby, która mieszka w danym miejscu”. To oznacza, że możemy marudzić z powodu problemów, pogody, społeczeństwa, i nie będę kłamał, czasami to robimy (śmiech). Niemniej, jak jesteśmy w trakcie tworzenia, próbujemy to wszystko obrócić w żart, znaleźć pozytywny sposób by przekazać nasze myśli i uczucia. Czasami nie jest to łatwe, ale dzięki temu jest ogromna satysfakcja jak się to udaje.

Osobiście, żeby się zmotywować do takiego procesu twórczego, wspominam zdanie Hemingway’a: „Denerwować się to znaczy mścić się na własnym zdrowiu za głupotę innych.”

Włoski temperament nie sprzyja takiemu spokojnemu podejściu i chłopaki do dziś wspominają pewne moje wybuchy (śmiech), ale chyba w utworach humor jest dobrze wyważony.

M MAG: Jak na wasze poczucie humoru reagują radiowcy?

Misza: Oj, to zależy. Ci, z którymi nie mieliśmy kontaktu, nie reagują w ogóle (śmiech). A pozostałych kilkudziesięciu sprawiło nam dużo przyjemności w rozmowie i mamy nadzieję, że odwdzięczamy się z nawiązką utworami, którymi mogą się dalej dzielić ze swoimi słuchaczami. Niewątpliwie każdy zwraca uwagę na nasze teksty oraz poczucie humoru i ten przymiot jest często przytaczany i komentowany przez redaktorów i dziennikarzy.

M MAG: Okładka albumu idealnie oddaje jego naturę – równowaga pomiędzy ciężkimi tematami i ich zabawnym przedstawieniem jest zachowana tak idealnie, że powinni tej sztuki uczyć na jakich uczelniach (śmiech).

Misza: Pogłaskałaś właśnie moje ego, bo popełniłem te wizualia, ale niekoniecznie uważam, że to przykład dla kształcenia nowych pokoleń projektantów (śmiech). Pomysł od początku oscylował wokół sklepowej lady ze starą wagą oraz półek, na których tak, jak kiedyś ocet, stałyby dyskotekowe kule, a ostatecznie kompozycyjnie trochę inaczej – w bardziej, nomen omen, wyważony sposób wypełnił przestrzeń okładki. Oczywiście wszystko to z pomocą Joanny Sekulak, która jest autorką wykorzystanych w projekcie zdjęć. Nie należy lekceważyć detali tej okładki, bowiem gdy przyjrzeć się jej bardzo uważnie, można znaleźć kilka ukrytych szczegółów, do czego gorąco zachęcam.

M MAG: Bardzo mocną stroną Waszego wydawnictwa są zabawne, ale nie pozbawione głębi teksty, rockowa energia i rytm przy którym chce się tańczyć. Jak wygląda wasz proces twórczy? Co powstaje pierwsze – teksty, melodie, instrumentalizacje?

Vincenzo: Staramy się działać tak, by również proces twórczy był elastyczny. Myślimy, że jeśli przyczyna będzie inna, to i efekt będzie się różnił od poprzednich. Może to zająć więcej czasu niż chodzić utartą ścieżką, ale cieszymy się, że dzięki temu każdy utwór jest inny.

Ktoś może powiedzieć, że to nieprofesjonalne, ja z kolei sądzę, że kto używa zawsze tą samą metodę pracy jest jak fabryka, a my jesteśmy rzemieślnikami (uśmiecha się wymownie).

Z mojej strony, uwielbiam kiedy ktoś z nas wchodzi do salki i mówi „chłopaki, wpadłem na pomysł ale to jest gatunek którego jeszcze nie graliśmy”. Wtedy wiemy, że przed nami zabawna sesja twórcza. Czasami w takich przypadkach nie możemy się powstrzymać od śmiechu, bo muzyka tak nawiązuje do dalekich od nas gatunków, że czujemy się jak nagle jesteśmy nie w poznańskich Jeżycach ale na przedmieściach Londynu albo przy jakimś lokalu tanecznym w latach ’70 (śmiech). Potem i tak utwór nabiera DiscoPogowy charakter, ale same początki są takim ciekawym momentem, gdzie wszystko może się zdarzyć.

Najczęściej chyba w pierwszej kolejności powstają muzyka i melodia wokalna a potem bierzemy się za pisanie tekstu. Ale dopóki nie jesteśmy wszyscy zadowoleni z efektu, utwór może kompletnie zmienić swoje oblicze.

M MAG: W kredytach jesteście wpisani wszyscy jak jeden mąż co szanuję, jestem jednak ciekawa – kto za co „bardziej” odpowiada?

Misza: Nie bez powodu jesteśmy wpisani wszyscy, bowiem faktycznie wszyscy mamy w tworzeniu swój udział. W przypadku muzyki, nie było chyba sytuacji, by od początku do końca jedna osoba skomponowała utwór. Zazwyczaj bazujemy na indywidualnym pomyśle na riff, czy motyw, ale wszyscy pełną parą bierzemy udział w tym, jak koncept się rozwija do finalnej formy. W przypadku tekstów jest trochę inaczej. Utarł nam się taki schemat pracy, że Vincenzo rzuca pomysłem, który klaruje mu się, gdy w trakcie komponowania muzyki nuci sobie różne melodie, które mogłyby się sprawdzić dla warstwy wokalnej. Powstaje inicjalna wersja tekstu, którą później we dwóch rozwijamy i doprowadzamy do wersji opowiadającej spójną historię i poprawnej językowo. Zawsze jednak każdy bez wyjątku ma pole do popisu, by zasugerować zmiany, czy dodać coś od siebie. Zdarzało nam się osiągnąć finalną wersję tekstu w kilka dni, ale bywa też tak, że trwa to całymi tygodniami, a efekt końcowy w niczym nie przypomina tego, od czego wyszliśmy (śmiech). Koniec końców, ponieważ utwór słowno-muzyczny jako taki stanowi dla nas całość, uznajemy się za współautorów w równym wymiarze, byśmy wszyscy mogli kupić sobie dworki szlacheckie (oczko w stronę zespołu Wczasy) lub domki na Malediwach za pieniądze z ZAiKSu.

M MAG: „Porno Korpo” jest wynikiem waszych zawodowych doświadczeń? (śmiech)

Vincenzo: Dziękujemy wszystkim pracodawcom, którzy dotąd nas wspierali, kochamy was i ten utwór nie jest o was! (śmiech) A tak serio, tekst jest inspirowany sytuacjami, postaciami i wydarzeniami, które spotkaliśmy na naszej drodze zawodowej i nie tylko. Niekoniecznie to były rzeczy, które to nam się wydarzyły. Czasami to były opowieści przekazane z drugiej ręki, czasami to było coś, co się zdarzyło naszym bliskim. Tym sposobem chcieliśmy ujawnić uniwersalne prawdy świata pracy. Jedno jest pewne – nie odkryliśmy prawdy czy złotej formuły (śmiech) ale jesteśmy pewni, że jest kilka stałych punktów: lizus o którym wszyscy wiedzą, że nic nie umie i nic nie robi, oprócz kręcenia się wokół szefa, osoby toksyczne dla których liczy się tylko korzyść personalna, itd. Rozumiem, że u Ciebie jak i u słuchaczy, wiele opisanych sytuacji brzmi znajomo, co nie?

M MAG: Ja na szczęście sama sobie jestem szefem i nigdy nie pracowałam w korpo ale już z drugiej ręki słyszałam opowieści nie kwalifikujące się na dobranockę dla moje córki (śmiech). Jesteście aktywni koncertowo – gdzie możemy się spodziewać kolejnych grań?

Misza: Koncerty są kwintesencją tego, po co działamy jako zespół. Nic nie daje większej satysfakcji, niż zabawa z publiką na żywo. Po serii jesiennych występów chcemy jednak wykorzystać najbliższy czas, by wrócić do regularnych prób i pracować dalej nad nowym materiałem. Do koncertowania wrócimy pewnie wiosną, a w międzyczasie zobaczymy jak uda się zaplanować koncertowe lato pod kątem plenerów i festiwali. Po drodze oczywiście wypadałoby też wejść z przytupem w nowy rok występem podczas wielkiego święta muzyki i miłości – finału WOŚP. Jesteśmy na etapie ustaleń gdzie tym razem zmaterializuje się ta nasza tradycja.

M MAG: Na koniec – czego możemy wam życzyć? O czym marzy Discopogo na tej płaskiej ziemi? (śmiech)

Vincenzo: Co najmniej główna scena Pol’And Rock! I nie sama w sobie, ale jako kulminacja roku koncertów po całej Polsce jak i poza. Po prostu to, czego chcemy, to wspólna zabawa z publicznością. Jak ludzie nas widzą na żywo to już stają się… DiscoPoganami. Najtrudniejsze jest ściągnięcie tych ludzi pierwszy raz na nasz koncert. Jak już Polska nas pozna, to Polska będzie nasza! (śmiech)

M MAG: W takim razie mocno trzymam za to kciuki. Dzięki za rozmowę!

Misza: Dziękujemy i pozdrawiamy wszystkich serdecznie. Strońcie od polityki, kochajcie się i pamiętajcie o zdrowotnych właściwościach aloesu. Joł!

Vincenzo: Grazie tante! Un abbraccio a tutte e tutti!

Rozmowę przeprowadziła Beata Ejzenhart

“Nasz klient, nasz funk” – POSŁUCHAJ W STREAMINGU

M MAG POLECA:

Nasz Klient, Nasz Funk

Ona nie tańczy

Starość nie młodość

All inclusive

SOCIAL MEDIA:

DiscoPogo / Facebook

DiscoPogo / Instagram

DiscoPogo / Youtube

DiscoPogo / Spotify

Nasz klient, nasz funk [STREAMING PARTY]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s