Muzyka powinna być odkrywcza a nie powielana – Mietek Jurecki [WYWIAD]

Mieczysław Jurecki urodził się we Wrocławiu. Jest multiinstrumentalistą, kompozytorem i aranżerem. Nagrał ponad 300 płyt i brał udział w niezliczonych sesjach nagraniowych dla Polskiego Radia. W 1981 trafił do Budki Suflera, w której z przerwami grał do 2003. W międzyczasie nagrywał solowe płyty, brał udział w niezliczonych projektach jako muzyk sesyjny, a z założonym przez siebie zespołem Półbuty (m.in. Marek Raduli, Tomasz Zeliszewski) nagrał płytę „To twoje życie i twoje marzenia” (2001). W 1998 nagrał solową płytę „12 sprawiedliwych”, w nagraniu której uczestniczyli czołowi polscy gitarzyści. Płyta została przez magazyn „Gitara i bas” uhonorowana tytułem „Wydawnictwo Roku”, a Jurecki – tytułem najlepszego polskiego gitarzysty basowego. Ostatnio podczas koncertu wręczono artyście certyfikat nadania przez serwis Online Star Register imienia „Mietek Jurecki” jednej z gwiazd w gwiazdozbiorze Lyre. Z okazji swoich 65 urodzin Artysta wydał dwupłytowy album „TELEFON ZAUFANIA”/„HOMOSAPIENS”. Jest to zupełnie nowa solowa odsłona tego znakomitego muzyka, który przez kilkadziesiąt lat współpracuje z BUDKĄ SUFLERA oraz ma na koncie kooperacje z takimi artystami jak chociażby: Martyna Jakubowicz, Halina Frąckowiak, Stachursky, Perfect czy Zdzisława Sośnicka. O swoim najnowszym wydawnictwie, inspiracjach i planach w rozmowie z M MAG opowiada sam Artysta.

M MAG: Twoja biografia jest imponująca a wydawnictw i kooperacji, nie idzie zliczyć na palcach naszych redakcyjnych rąk. Masz jakieś szczególne w sercu?

Mietek Jurecki: Każda płyta i każdy kolejny zespół w którym grałem zostawia jakiś ślad w pamięci, natomiast z Budką Suflera osiągnąłem największe sukcesy komercyjne, więc z tego powodu jestem kojarzony z tym zespołem i z tego powodu jestem rozpoznawalny. Z kolei największą i najciekawszą zagraniczną przygodę muzyczną przeżyłem w USA z zespołem Perfect, więc patrząc z perspektywy czasu, ten etap mojego muzycznego życia również jest dla mnie ważny. No i oczywiście jazzowy koncert w San Sebastian, gdy występowałem przed moimi muzycznymi Bogami, czyli zespołem Weather Report. Mógłbym wymienić jeszcze kilkaset zdarzeń muzycznych, które miały wpływ na mnie i kształt mojej muzyki, ale wówczas nie mógłbym odpowiedzieć na kolejne pytania M MAG (śmiech).

M MAG: Bardzo podobają mi się słowa, które w 86’ wypowiedział do Ciebie Hołdys: „…wymyśl taką linię basową, żeby po zagraniu przez ciebie kilku taktów nikt nie miał wątpliwości o którą piosenkę chodzi…”. Nie masz wrażenia, że to prawda uniwersalna w każdej muzycznej materii – czy to odnośnie partii instrumentalnej, czy fragmentu tekstu?

Mietek Jurecki: Oczywiście powinna to być prawda uniwersalna, natomiast nigdy wcześniej i później nie słyszałem takiego zdania. Dzięki Zbyszkowi Hołdysowi miałem możliwość odkrycia swoich możliwości i umiejętności o istnieniu których wcześniej nie miałem pojęcia.  Muzyka powinna być odkrywcza a nie powielana. Tylko muzyczne odkrycia posuwają muzykę do przodu. Oczywiście podczas procesu twórczego można przyjmować różnego rodzaju założenia i kierować się muzycznymi inspiracjami, natomiast zauważane jest jedynie nowe i ciekawe podejście do 12 dźwięków gamy oraz do brzmień, których dostępność obecnie można liczyć w milionach barw różnych instrumentów.

M MAG: Jesteśmy po premierze Twojego urodzinowego wydawnictwa, na które składają się płyty „Telefon Zaufania” i „Homosapiens”. Trochę dziecko teatru, trochę COVID? (śmiech)

Mietek Jurecki: Wydając album „Telefon zaufania” spełniłem swoje kolejne marzenie. Z okazji swoich 65-tych urodzin chciałem w końcu nagrać muzykę którą fascynowałem się w dzieciństwie i która inspirowała mnie przez kilkadziesiąt lat. W tym wypadku nie zadawałem sobie pytania „Czy ktoś to wyemituje?”, „Czy to jest wystarczająco hitowe?” lub „Czy ta muzyka spełnia oczekiwania dzisiejszego słuchacza?”. Nie musiałem również używać sztuki kompromisu, gdyż o wszystkim decydowałem jednoosobowo. Zagrałem sam na wszystkich instrumentach i nie pytałem o zdanie nawet autorów tekstów. Dlatego ponoszę jednoosobową odpowiedzialność za zawartość muzyczną tej płyty, która jest spełnieniem jednego z moich marzeń. Natomiast co do COVID – mam na ten temat poglądy nie nadające się do publicznej prezentacji (śmiech).

M MAG: „Telefon zaufania” kipi od rockowych brzmień. Tego pazura nie idzie stępić?

Mietek Jurecki: To jest sposób na mojej podejście do muzyki. Niezależnie od rodzaju muzyki gram na instrumentach używając mocnego ataku. Nawet w balladach gram mocno zgodnie z kolejną zasadą Hołdysa „Jeżeli będziemy grali kołysankę, to w taki sposób, żeby ludzie zasnęli ze strachu” (śmiech). Nie przejmowałem się również tym, że partie gitary które nagrałem brzmią dość agresywnie. Po prostu postanowiłem, że jako rockandrollowiec tej płyty nie będę się wstydził (śmiech).

M MAG: Żartujesz, że Telefon zaufania” pokazuje jakim jesteś emerytem. Serio? Myślę, że emerytura Ci nie grozi i jednocześnie życzę sobie samych takich „emerytów”.

Mietek Jurecki: Wyznaję zasadę, że człowiek ma tyle lat na ile się czuje. Oczywiście patrząc na pierwsze cyfry mojego numeru PESEL muszę pogodzić się z datami, natomiast ze względu na fakt mojej współpracy i kontaktów z coraz młodszym pokoleniem muzyków, oraz z powodu wciąż rozpierającej mnie energii, nie czuję i nie rozumiem w swoim wypadku pojęcia „starość”. Pewnie mam na to jeszcze trochę czasu, albo działam na zasadzie „starość musi się wyszumieć” (śmiech). Od czasu mojej wizyty w Wojskowej Komisji Zdrowia w 1976 r przez ostatnie 45 lat jeden raz  skorzystałem z opieki lekarskiej. Było to w tym roku i trwało 2 i pół dnia. Teraz mam zamiar kolejne 45 lat nie odwiedzać lekarzy i nie chorować. Normalny emeryt pewnie nie zakłada sobie takich perspektyw na przyszłość (śmiech).

M MAG: Nagrałeś materiał skomponowany w całości przez siebie, odpowiadasz też za pełną instrumentalizację a realizacji nagrań dokonałeś w swoim studiu w Lublinie. Skąd czerpiesz inspiracje?

Mietek Jurecki: Żeby skomponować piosenkę muszę mieć jakiś temat. Muszę wiedzieć czy ma to być piosenka smutna czy wesoła, szybka czy wolna. W zależności od tych podstawowych założeń wyobrażam sobie jakąś sytuację i dopasowuję do niej dźwięki. Ponieważ skomponowałem wiele godzin muzyki podkładowej do filmów przyrodniczych i popularno-naukowych, więc myślę, że mam wystarczająca wyobraźnię, aby skomponować muzykę do sytuacji którą sobie wyobrażam. Nagrywam wersję demonstracyjną (tzw. demo), śpiewam tekst „po norwesku” (jest to w naszej branży określenie na śpiewanie wersji demonstracyjnej w postaci bezsensownych i niezrozumiałych słów, które służą autorowi tekstu do zrozumienia linii melodycznej piosenki i liczby sylab w danym wersie),  takiemu nagraniu nadaję tytuł roboczy  i wysyłam do profesjonalnych autorów tekstów. Kiedyś próbowałem także pisać teksty, ale po nagraniu jednego z nich i umieszczeniu na płycie do dzisiaj się tego wstydzę (śmiech). Bardzo dbam o warstwę tekstową moich utworów. Kiedyś teksty do piosenek pisał Julian Tuwim a dzisiaj często pisze szwagier wykonawcy. Do tej drugiej sytuacji nigdy nie dopuszczę (śmiech).

M MAG: Autorem dopracowanych w każdym calu obrazów na całym wydawnictwie jest Filip Skowroński. To wasza wspólna wizja?

Mietek Jurecki: Nie. Mam duże zaufanie do autora większości tekstów na moich ostatnich płytach, czyli do Staszka Głowacza. To on znajduje tak uzdolnionych projektantów okładek i przysyła mi projekty do akceptacji. W wypadku ostatniej okładki miałem drobne wątpliwości dotyczące tęczowych kolorów na moim wizerunku, natomiast szybko doszedłem do wniosku, że tęcza jest zjawiskiem meteorologicznym a nie symbolem ruchu z którym nie mam nic wspólnego (śmiech). Poza tym urzekła mnie inspiracja pracą Leonarda da Vinci „Proporcje ciała ludzkiego wg Witruwiusza”. Takich zdolności plastycznych nie mam, więc cieszę się, że projekty okładek moich płyt przygotowują fachowcy.

M MAG: Czas ma mało czasu gdy masz -dziesiąt lat? Grasz, komponujesz, produkujesz i jeszcze aktywnie  udzielasz się w wielu stowarzyszeniach. Obserwując rok rocznie Twoje dokonania, odnoszę wrażenie, że albo czas Ci sprzyja albo genialnie nim gospodarujesz. A może jedno i drugie?

Mietek Jurecki: Nie umiem planować, nie umiem odmawiać i nie umiem złamać danego komuś słowa. Poza tym jestem pracoholikiem, więc w powyższych cechach tkwi tajemnica sukcesu (śmiech). Mam wrażenie, że wciąż brakuje mi czasu na muzykę, chociaż wiem, że stworzyłem jej już bardzo dużo. Muzyka jest moją pracą i moim hobby, więc jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że realizuję swoje hobby nie zaniedbując pracy (śmiech). Poza tym jestem członkiem władz prawie wszystkich organizacji zajmujących się muzyką. Jak mało kto znam realia naszego zawodu, więc nikt nie może powiedzieć, że nie jestem reprezentatywny dla naszej branży. Kilkunastoletnia praca w tych organizacjach pozwoliła mi poznać problematykę  naszej grupy zawodowej i wyznaczać cele, które poprawią sytuację środowiska. Jak widać jest co robić, więc nie ma czasu na starzenie się (śmiech).

M MAG: Sedno w tym, żeby z upływem czasu w lustrze na ścianie twarz dobrze znana dalej nas lubiła?

Mietek Jurecki: Nie jestem narcyzem i popełniłem w życiu wiele błędów. Dzisiaj chętnie zmieniłbym wiele wcześniej podjętych decyzji, ale nie umiem cofnąć czasu. Dlatego nie zmieniam tego, czego nie jestem w stanie zmienić. Natomiast od kilkunastu lat staram się realizować swoje marzenia. Nie zostawiam tego na kiedyś, bo „kiedyś” może oznaczać „za późno” i być może nie będę miał już na to siły lub ochoty. Wówczas pozostanie żal i pretensja do siebie, że mogłem zrealizować swoje marzenia i nie zrobiłem tego w odpowiednim czasie. Dlatego podczas swoich koncertów solowych proponuję publiczności aby nie słuchała „życzliwych” mówiących, że nam się nie uda, że to nie ma sensu, że po co itd. Proponuję abyśmy nie przejmowali się bzdurami oglądanymi w TV czy internecie, tylko realizowali własne marzenia. I właśnie płyta „Telefon zaufania” jest przykładem takiej realizacji.

M MAG: „Trollom” raczej to nie grozi. W swoich utworach dotykasz tego powszechnego obecnie zjawiska. Mam wrażenie, że w latach 80’/90’ ono nie istniało. Pozornie wszystkim wtedy czegoś brakowało ale ludzie bardziej się ze wszystkiego cieszyli. Jak myślisz, dlaczego te „nowe czasy” kumulują w ludziach tyle żywego zła?

Mietek Jurecki: Myślę, że to zło wynika z anonimowości w internecie, która gwarantuje brak konsekwencji w przypadku umieszczania tam ohydnych pomówień, oszczerstw i wulgarnych ocen dotyczących wszystkiego co nas otacza. Gdyby każdy piszący te bzdury przed ich publikacją musiał podać swoje nazwisko, imię i adres, to nie odważyłby się na tak obraźliwe wpisy, mając w perspektywie konsekwencje w postaci np. odwiedzin pod wskazanym przez siebie adresem zameldowania. Brak konsekwencji rozzuchwala a najlepszą wymówką  w tej sytuacji jest RODO. Poza tym codziennie obserwujemy brak odpowiedzialności tzw „klasy politycznej”, tzw „redaktorów”, o tzw „celebrytach” nie wspominając. Tego typu postawy ukazywane w mediach prowokują zachowania tych, którzy bez tych mediów żyć nie mogą. Smutne to i tragiczne zarazem! Poza tym dostęp do wszelkiej wiedzy znajduje się w internecie, więc niczego nie trzeba umieć i pamiętać. Dzisiaj nie trzeba mieć żadnej wiedzy! Wystarczy umiejętność czytania i pisania w telefonie komórkowym. Wpisujemy odpowiednie hasło, klikamy i mamy odpowiedź na wszystkie pytania. Owszem, ale nie bierzemy pod uwagę, że to wszystko jest możliwe do czasu, gdy ktoś wyłączy prąd. A zapowiedzi takich wyłączeń już są publikowane. Tak więc być może globalne wyłączenie prądu spowoduje całkowitą bezradność części społeczeństwa, ale i być może zniknięcie trollingu (śmiech).

M MAG: Wracając raz jeszcze do tego co było – co jeszcze według Ciebie, tym razem w odniesieniu do naszego muzycznego podwórka „popsuł” postęp czasu?

Mietek Jurecki: Kiedyś o muzyce decydował muzyk. Decydował o długości piosenki, o jej charakterze, o częściach muzycznych, o solówkach, o sposobie zaaranżowania itd. Dzisiaj o muzyce decyduje tzw „producent”, czyli gość który dyktuje artyście nie tylko warunki pozamuzyczne, ale i muzyczne typu „wstęp piosenki nie może być dłuższy niż 8 sekund, po czym musi się rozpocząć pierwsza zwrotka”, „piosenka nie może być dłuższa niż 3,5 minuty” itp. bzdury. Gdyby taki ktoś kilkadziesiąt lat temu miał wpływ na muzykę świata, to nie usłyszelibyśmy o Pink Floyd, Led Zeppelin, Deep Purple, Hendrixie itd., bo oni wówczas nagrywali „za długie” piosenki.  Taki „producent” zabiłby więc całą muzykę świata! Dzisiaj nieprawdopodobnie uzdolnieni muzycznie i wrażliwi młodzi ludzie często rezygnują  ze swoich muzycznych marzeń po zetknięciu się z „producentem” i to jest katastrofa!

M MAG: Bardzo przemawiają do mnie utwory „Nie wszyscy umierają całkiem” i „Nie umiem nie myśleć”. Pierwszy daje nadzieję, że to co robię ma sens a drugi pociesza mnie, że nie jestem sama (śmiech). Dzięki za to!

Mietek Jurecki: Artyści polscy i zagraniczni, których można by wymieniać godzinami, np. Jimi Hendrix, Janis Joplin, Rysiek Riedel czy Romek Lipko już nie żyją, natomiast ich muzyka żyje nadal. Gdy nagrałem demo tej piosenki w stylistyce Hendrixa, to powiedziałem Staszkowi Głowaczowi o swoich oczekiwaniach tekstowych i autor tradycyjnie je spełnił (śmiech). W „Nie umiem nie myśleć” nie miałem trudności z zaśpiewaniem demo, natomiast świetny tekst Staszka zawiera wiele zbitek słownych trudnych do zaśpiewania w szybkim tempie. Jestem po szkole Bogdana Olewicza, który zawsze dbał abym podczas nagrań przywiązywał dużą wagę do dykcji, więc aby tekst Staszka był zrozumiały, musiałem się nieźle przyłożyć do śpiewania. Gdy słucham tych piosenek z perspektywy paru miesięcy to wydaje mi się, że przesadziłem z dykcją. Na następnej płycie będzie inaczej (śmiech).

M MAG: Autorami tekstów na Twoich najnowszych albumach są Staszek Głowacz, Bogdan Olewicz i Tomasz Zeliszewski. Dopuszczasz do siebie możliwość współpracy z „młodszym” pokoleniem tekściarzy? Dla koleżanki pytam (śmiech).

Mietek Jurecki: Co roku podczas Festiwalu Twórców Polskiej Piosenki w Luboniu ma miejsce konkurs „Pióro Poetów”. Polega on na tym, że co roku nagrywam demo, które jest publikowane na stronach Festiwalu i  do którego każdy młody autor może napisać tekst i zgłosić go do konkursu. Zwycięska piosenka zostaje wykonana podczas koncertu festiwalowego z udziałem orkiestry i wytypowanego wykonawcy. Ja też gram tam na gitarze. Piosenkę „Tysiąc nowych szans” z tekstem zwycięzcy „Pióra Poetów” z 2018 r, Adama Czecha postanowiłem nagrać na mój album z 2019 r pt „Boża krówka”. Kolejne zwycięskie piosenki „Pióra Poetów” z 2019, 2020, i 2021 r nagram na moją przyszłoroczną płytę. Udział w konkursie „Pióro Poetów” bierze zdecydowanie młodsze pokolenie tekściarzy. Na razie więcej nie mogę zrobić, ponieważ rozpocząłem pracę nad nową płytą Budki Suflera.

M MAG: Podkreślasz, że koncerty zawsze były najważniejszą częścią twojego muzycznego życia. Obawiasz się, że czeka nas kolejny lockdown?

Mietek Jurecki: Mam nadzieję, że wszyscy zdążyli się już zorientować, że lockdown nie spowodował cudownego ozdrowienia społeczeństwa i jest nieskuteczny. Natomiast spowodował katastrofalne skutki w naszej branży. Artyści którzy nie zarejestrowali działalności gospodarczej zostali pozbawieni środków do życia i nie zostali objęci żadną z tzw „tarcz antykryzysowych”. Kiedy widzę tysiące ludzi na stadionach sportowych i konfrontuję to z zakazem organizowania koncertów lub obowiązkiem stosowania ograniczeń, które uniemożliwiają ekonomicznie realizację imprezy, to oczywiście powstają logiczne pytania. Moja logiczna odpowiedź na te pytania nie nadaje się do publikacji (śmiech).

M MAG: Z okazji jakiego jubileuszu wydasz płytę za rok? (śmiech)

Mietek Jurecki: Wydam ją bez okazji, chociaż w 2022 r minie np. 40 lat od nagrania przez Budkę Suflera wielkiego przeboju „Jolka, Jolka pamiętasz”. Nagrywaliśmy tę piosenkę w Poznaniu i wówczas byłem jeszcze kawalerem! Po nagraniu „Jolki” w tym samym roku wstąpiłem w związek małżeński, ale to chyba też nie jest dobry pretekst do wydania jubileuszowej płyty (śmiech). Na razie w dyktafonie i w telefonie komórkowym mam wstępny materiał na nagranie kilku płyt, ale w następnym roku nagram tylko jedną, ponieważ już czekają artyści, którym obiecałem nagrać swoje piosenki.

M MAG: Na koniec, powiedz, czego mogę Ci życzyć z okazji urodzin?

Mietek Jurecki: Posiadam wszystko co jest mi potrzebne do dalszego życia i dalszej działalności. Chciałbym więc jedynie, aby jakiś idiota nie nacisnął tajnego guzika, który spowoduje nieodwracalne zmiany na świecie (chociaż obserwując otaczającą mnie rzeczywistość mam wrażenie, że ktoś już to zrobił). Natomiast od wieków wiadomo, że najważniejsze jest to, co opiewają poeci i wyśpiewali Beatlesi, czyli „All you need is love”. Bez miłości cała reszta nie ma sensu. Widać to z perspektywy wieku każdego człowieka. Również z perspektywy mojego wieku.

M MAG: W takim razie tego życzę Ci z całego serca! Żadnych idiotów (śmiech). Dziękuję za rozmowę i oby do prędkiego zobaczenia na koncertach lub w ZAiKSowych murach!

Mietek Jurecki: Serdecznie pozdrawiam całą branżę muzyczną i naszą publiczność. Słuchajmy polskiej muzyki, bo jest ona najpiękniejsza na świecie!

Rozmowę przeprowadziła Beata Ejzenhart

Kup album TELEFON ZAUFANIA

M MAG POLECA:

MEDIA:

Mietek Jurecki – strona Artysty

Mietek Jurecki – Spotify

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s