Ustalaliśmy, że gramy muzykę, a nie zamykamy się na gatunek – ATME [WYWIAD]

ATME to czteroosobowy skład z Wrocławia: Łukasz „Luke” Pawełoszek — wokalista, tekściarz zespołu i gitara akustyczna, Piotr Guliński – gitara, Adrian Nejman – bas i gitara akustyczna, Paweł Zborowski – perkusja. Połączyła ich wspólna pasja do tworzenia autorskich aranżacji muzycznych. Każdy z członków zespołu szukał w muzyce siebie, poszukiwał odpowiedzi, drogi oraz ludzi, z którymi tę drogę mógłby przebyć. Końcem czerwca światło dzienne ujrzała ich wyczekiwana EP „MANTRAKORA”. O swoich początkach, procesie powstawania albumu, inspiracjach i marzeniach opowiadają w rozmowie z M MAG sami Artyści.

M MAG: Początki ATME sięgają 2011 roku, co znaczy, że stuknęła Wam już dekada (śmiech). Opowiedzcie o tym jak zaczęła się Wasza muzyczna droga i jakie ważniejsze przystanki na niej zaliczyliście zanim doprowadziła Was do miejsca , w którym jesteście dzisiaj.

Piotr: Sięgnę nieco głębiej w historię dla szerszego kontekstu: po powrocie z przedłużonego wyjazdu do Nowego Jorku (przełom 2009/2010) postanowiłem zamieszkać we Wrocławiu, w którym to wcześniej kończyłem studia. Byłem bardzo zainspirowany i zdeterminowany, aby stworzyć zespół wyjątkowy z nietuzinkowymi, utalentowanymi ludźmi, zespół, w którym każdy z nas stanowiłoby istotną jego część. We Wrocławiu były do tego idealne warunki :-). W krótkim czasie nawiązałem współpracę z kolegą z dzieciństwa (basistą), który poznał mnie z gitarzystą Arturem i tak przez jakiś czas między 2010 i 2011 docieraliśmy się i powstawały pierwsz pomysły muzyczne (niektóre riffy przetrwały do “czasów ATME”). Z uwagi na wyjazdowy charakter prób (odbywały się one w Zielonej Górze 😉 progres był dość powolny. Nie mogąc znaleźć odpowiedniego wokalisty straciliśmy na impecie i przez okres wakacji 2011 energia projektu zgasła. Trzymałem jednak kontakt z Arturem, który studiował wtedy w Poznaniu. Jego wyjątkowy styl tworzenia i kompleksowe podejście do sztuki były dla mnie tak cenne i inspirujące, że za wszelką cenę chciałem, abyśmy tworzyli dalej. Dopiero w październiku 2011 poznałem Łukasza, odpowiadając na ogłoszenie, których dziesiątki namiętnie przeglądałem z nadzieją na poznanie kogoś wyjątkowego. Po pierwszym naszym spotkaniu wiedzieliśmy, że nasza droga będzie wspólna. Teraz to Artur dojeżdżał do Wrocławia 😉 i choć było trudno, mieliśmy cel i trzymaliśmy się go, a wspólna praca przyniosła pierwsze wersje utworów, które później stały się tymi z repertuaru ATME: “(un)cut Thoughts”, “Trickster”, “PectoDrill”, “Hotel of Transfiguration”. We wrześniu 2012 wybraliśmy w końcu nazwę zespołu zaproponowaną przez Łukasza. Po długim czasie poszukiwań w lutym 2013 poznaliśmy Adriana i Pawła, którzy to na pierwszą wspólną próbę przyszli razem (rozwinięcie poniżej) i w chwilę przekonali nas, że to właśnie oni są stworzeniu dla ATME. Od tego momentu wszystko nabrało tempa, dynamika między nami i odmienne podejście do tworzenia nadały wyjątkowy kształt już zaczętym utworom i tchnęły życie w nowe. Od tego momentu ważniejszymi zwrotami w historii zespołu były na pewno pierwszy koncert (szybko, bo już w czerwcu 2013), zaprzyjaźnienie się z zespołem More Wine Please i wspólne z nim kolaboracje oraz jam sessions, odejście Artura i przekalibrowanie sposobu grania i tworzenia, zaprzyjaźnienie się z Markiem Dziedzicem i nagrane u niego demo, EP, LP i “Obssesed”, koncerty zagraniczne (głównie w Niemczech) oraz trasa do Belgii i Holandii, najnowsze EP i pierwsze utwory po polsku. 

Łukasz: Życie zaprowadziło mnie do Wrocławia, gdzie chciałem rozwijać swoją karierę zawodową i rozwijać się muzycznie. Wysyłałem ogłoszenia i chodziłem na przesłuchania do różnych zespołów, ale to spotkanie z Piotrem i Arturem zrobiło na mnie największe wrażenie. Przekonało mnie do nich ich twórcze podejście do muzyki i podobne gusta muzyczne. Byli zdeterminowani do założenia wielkiego zespołu, więc połączyliśmy siły. Brakowało nam jeszcze sekcji rytmicznej i wierz mi lub nie, próbowaliśmy z wieloma muzykami, jeden z nich jest nawet naszym znajomym, ale tylko Adrian i Paweł byli w stanie zagrać z nami razem “Trickstera” (śmiech). Reszta jest już historią płynącą poprzez sinusoidalną falę czasu wypełnionego okresami twórczych sukcesów, wzlotów ale też niekiedy mroku i przeciwności wiodących do nowych inspiracji. Ostatecznie jestem zadowolony z formy jaką przybrało ATME, zwłaszcza, że co widać po utworach, cały czas się rozwija.

Paweł: Ja i Adrian dołączyliśmy do reszty chłopaków w 2013 roku. Znałem go, ponieważ grywaliśmy razem na wyspie słodowej – ja na darbuce, Adrian na gitarze akustycznej. Zgłosił nas na przesłuchanie do ATME ponieważ sam grał na basie (wiedziałem to jedynie z opowieści) a ja na perkusji (Adrian również wcześniej nie słyszał mnie grającego na perce) a tych dwóch instrumentalistów w tym okresie w zespole brakowało. Okazało się, że zaiskrzyło!
Po drodze było wiele większych i mniejszych sprawdzianów ale i momentów, które były małym spełnieniem marzeń. Pierwsze nagrywanie po nocach, po koleżeńsku u znajomych w salce obok, podział ról pozamuzycznych, odejście gitarzysty Artura, wspólne poznawanie dziwactw świata muzycznego, wydanie pierwszego EP, zbieranie funduszy na nagranie pełnego albumu, koncerty za granicą. To dla mnie były największe przystanki w zespole do tej pory.

M MAG: Nazwa Waszego zespołu – ATME – nie jest przypadkowa i ma określone znaczenie. Ja wiem jakie, bo się przygotowałam (śmiech) ale zdradźcie je czytelnikom, którzy dopiero Was odkrywają.

Łukasz: Atmen, Atme, po niemiecku „oddech” lub – „oddychaj!”, nawiązuję do Atmana – duszy, jaźni, oddechu i ma pochodzenie w rzeczywistości indoeuropejskie. Pod inną nazwą ale w tym znaczeniu funkcjonuje też w innych kulturach, także słowiańskich. W j. polskim jest to np. „duch” i „dusza”. Sprowadza się to do wewnętrznej potrzeby badania swojego wnętrza i intuicji, obserwowania żyjącego świata. Wszystko jest jednością i jednocześnie wszystko jest szczegółowe i odseparowane. ATME dla nas, ma odzwierciedlać nasze podejście do tworzenia, ma być symbolem i ekstraktem tego co dzieje się, kiedy przestrzeń między nami wypełnia kreatywność, tworząc organiczne brzmienie, melodie, przesłanie i klimat utworów.

M MAG: Wasza muzyka jest zakorzeniona  w rocku i metalu progresywnym ale, o czym wspominacie, inspiracje sięgają także do elementów muzyki i kultury etnicznej. To wyjątkowe połączenie wnosi wiele szlachetności do Waszego albumu. Od zawsze to był ten kierunek, czy wypracował się na przestrzeni lat wspólnego grania i samookreślania?

Paweł: Uważam, że muzyka etniczna dodaje w rocku i metalu przyjemnego kontrastu ale i pokazuje, skąd cała reszta gatunków pochodzi. Warto sobie i słuchaczom od czasu do czasu uświadomić te podobieństwa a przy okazji połączyć przeszłość z teraźniejszością. To dodaje frajdy z tworzenia i poszerza instrumentarium, którego możemy użyć.

Łukasz: Oprócz folkloru i muzyki etnicznej, pod tym pojęciem kryje się też nasze zamiłowanie do t.zw. “muzyki bez prądu”, granej przy ognisku czy też podczas wspólnych spotkań ze znajomymi. Bęben, gitary, natchnione śpiewy i kontakt z naturą. Bardzo jest nam to bliskie. Ostatnio byłem u znajomych w ich stajni, gdzie byliśmy kiedyś na Sylwestra. Właściciel, bardzo dobry i mądry człowiek, wspominał, że wbiegł na górę do sali ponieważ usłyszał grzmoty a i ich wielki dom połączony ze stajnią zaczął się chwiać. A to był tylko Paweł na djembe (śmiech)

Piotr: Choć jak wspomniał Łukasz, to zamiłowanie do grania akustycznego było już w zespole, to do takiej formuły w ATME dochodziliśmy z czasem. Pierwsze lata i pierwsze utwory powstawały głównie z użyciem elektrycznych i elektronicznych instrumentów. Ja od zawsze zakochany byłem w muzyce filmowej, która naturalnie wykorzystuje wszystkie palety barw z wszystkich gatunków muzycznych. Od początku w naszych rozmowach wewnątrz zespołu ustalaliśmy, że gramy muzykę, a nie zamykamy się na gatunek. Tak jak opisał to Paweł, najczęściej sięgamy do korzeni muzyki i do pierwotnych, rdzennych instrumentów.

M MAG: Jaka jest wasza twórcza hierarchia. Co powstaje pierwsze — melodie, teksty, czy może aranżacje?

Paweł: Przede wszystkim chęci! (śmiechy chichy)
Jak to mówią „najlepszą przyprawą jest głód”, więc kiedy u któregoś z nas pojawia się głód tworzenia wtedy pora jest zarazić innych. Czy to rytmem, czy melodią basu lub gitary, czy warstwą liryczną – obojętne od czego zaczniemy. Najważniejsze, jak dotąd obserwuje, wydaje się bycie wspólnie zarażonym danym pomysłem.

Piotr: To bardzo cenne, że potrafimy być dla siebie nawzajem inspiracją. Bardzo ważnym elementem z naszego twórczego “tool boxu” były też improwizacje, zwłaszcza te, podczas których udało nam się “odlecieć”, otrzymać przekaz i jeszcze to zarejestrować. Tak powstawały całe fragmenty utworów, czy nawet całe utwory (np. “Interruted Call” czy “Pleasure Box”).

M MAG: Za warstwę liryczną odpowiada Łukasz. Jak to wyglada w praktyce – robicie demokratyczny brainstorm, określacie wspólnie, o czym będzie dany utwór i Łukasz ubiera to w słowa, czy może w drugą stronę — Łukasz ma wolną rękę i może uprawiać dyktaturę? (śmiech)

Paweł: Mamy za dużo upartych i dumnych charakterów w zespole, żeby doszło do dyktatury dlatego staramy się uprawiać coś w rodzaju demokratycznego przeciągania liny. Przy rytmach do mnie należy ostatnie słowo, tak jeśli chodzi o teksty, to Łukasz ma najwięcej do powiedzenia, bo nie możemy mu wkładać słów w usta. Szanujemy jego wolność wypowiedzi, a on z chęcią dzieli się z nami tematami utworów i ich interpretacją. Nie pamiętam, żebyśmy się kiedyś zbuntowali przeciwko jego pomysłowi – w tych kwestiach ma nasze zaufanie i jesteśmy już wyczuci. Czasem coś podpowiadamy, proponujemy, ale jest to niezobowiązujące.

M MAG: Macie na koncie trzy wydawnictwa studyjne: ep-kę „Forgiving Myself” z 2015 roku, album „State Of Necessity” z 2018 roku i ep-kę „Mantrakora” z 2021 roku. Które wydawnictwo jest Wam najbliższa?

Łukasz: Trudno wybrać. Każde posiada swoją historię, o której moglibyśmy pewnie mówić godzinami i posiada wartość. Przyznam się szczerze, że jednak utwory z naszych poprzednich wydawnictw wolę odtwarzać na koncertach niż odsłuchiwać na płytach. Z tego też względu mi osobiście ostatnie wydawnictwo jest najbardziej bliskie oraz dlatego, że jest efektem ostatnich zmian jakie w nas zaszły. Utwory posiadają silny i konkretny przekaz. No i okładka mi się najbardziej podoba (śmiech). Choć jest to przedsmak, mam nadzieję, tego co nastąpi.

Paweł: Obecnie najbliższe jest mi to, co dopiero szykujemy (śmiech) a to dlatego, że każde wydawnictwo to ogrom pracy którą mam już za sobą. Pracy, która daje w danym momencie niesamowicie dużo spełnienia w życiu. Wymyśliliśmy swoje partie, nauczyliśmy się je grać, nagraliśmy w studiu, potem osłuchaliśmy się z tym wszystkim dobrze przed każdym wydawnictwem przy okazji wprowadzania poprawek w miksie i masteringu. Dla mnie teraz to już duma z gromadki dorastających dzieci. Jesteśmy dojrzalsi, pełni nowych doświadczeń i umiejętności które trzeba przelać na płytę, dlatego najbliższe są mi teraz utwory które właśnie powstają. Wierzę, że nasz najlepszy album jest wciąż przed nami.

M MAG: Nie mogę przejść obojętnie obok tego jak genialnie przeplatacie warstwę liryczną z warstwą instrumentalną – jest oszczędniej w formie niż na poprzednich wydawnictwach, ale ale wnosi to swoistą magię, eksponując wyraźnie każde brzmienie i genialny wokal. Wszystko to sprawia, że po przesłuchaniu ostatniego utworu pozostaje niedosyt. Gratuluję! Poproszę dokładkę (śmiech).

Paweł: Dziękujemy! Cieszę się, bo mamy czym dokładać i z pewnością dorówna to „Mantrakorze”. Myślę, że dużo nam dało poznanie Tomasza Zalewskiego odpowiedzialnego za mastering. Dał nam dużo poczucia, że wszystkie nasze pomysły da się profesjonalnie upakować i przedstawić.

M MAG: Na uwagę zasługują też zarówno pieczałowicie dopracowana szata graficzna MANTRAKORY stworzona przez Pawła Drażbę z intrygującą rzeźbą na okładce, jak i heksagramem na samym dysku – dzieło Piotra Gulińskiego. Niesamowicie oddają klimat albumu. Panom należy się uznanie!

Łukasz: Paweł pracował nad rzeźbą bardzo długo, dlatego cieszę się, że to doceniasz. Zdziwił mnie z początku materiałem i pomysłem, ale efekt jest niesamowity. Mam nadzieję, że powstanie do tego kiedyś jakiś klip.

M MAG: W porównaniu ze „State Of Necessity” EP „MANTRAKORA” jest zdecydowanie bardziej balladowa i melancholijna. Z czego wynika ta melancholia?

Łukasz: Tematem i mrokiem chyba płyta “Forgiving myself” jest najbardziej melancholijna. Moim zdaniem “Mantrakora” jest bardziej refleksyjna niż smętna. Brzmienie, rytmy i melodie raz wprawiają w trans i w zadumę, a drugi raz niosą energetyczny zastrzyk, aby wstać i żyć. W sobie mamy wiele refleksji, którą przenosimy na muzykę, ale i przesłanie ma prowadzić raczej do zmian niż do stagnacji. Cieszymy się, jeśli ktoś może coś poczuć słuchając naszych utworów, lub po prostu dobrze się bawić analizując ich formę.

M MAG: Nowe wydawnictwo zawiera Wasz „debiut” w języku polskim, w postaci singla „Hybrydy”. W przyszłości planujecie wydać więcej utworów po polsku?

Łukasz: To jest wielkie pytanie, na które na razie nie znam odpowiedzi.

M MAG: Wzloty i upadki są nieodzownym elementem podróży jaką jest życie. Co inspiruje bardziej?

Paweł: Zdecydowanie upadki. To one często prowadzą do przemyśleń, podczas których analizujemy to co nas otacza i spotyka. To z kolei prowadzi do zmian, zmian na lepsze, jeśli wyciągniemy właściwe wnioski. Cały ten proces to nieustanne natchnienia.

Adrian: Mnie osobiście inspirują równie mocno te dobre jak i gorsze momenty w życiu. W sumie wszędzie można tę inspirację znaleźć. Czasem to inspiracja znajduje mnie 😉

Łukasz: “Padaj i wstań, płacz i śmiej się gdy kolejny raz wypluje Cię świat” jak w naszym utworze “Mantracore”. Mimo swej gorzkiej formy ma to raczej pozytywne przesłanie.

Piotr: Zarówno wzloty i upadki wykorzystujemy jako inspiracje i paliwo do rozwoju, choć jak wspomniał Paweł, również dla mnie osobiście to bardziej upadki skłaniają do refleksji i pomagają zmienić to, co już nam nie służy, obrać nowy kierunek, wziąć się w garść i działać dalej.

M MAG: Wzloty i upadki są nieodzownym elementem podróży jaką jest życie. Co inspiruje bardziej?

Łukasz: (śmiech) Rzeka już Cię niesie. Wszyscy nią płyniemy.

M MAG: Podążając tropem cyferek: 2015, 2018, 2021 … kolejne wydawnictwo w 2024? (śmiech)

Paweł: Nie zauważyłem wcześniej tego schematu (śmiech). Robimy wszystko żeby go przełamać i zdążyć przed 2023!

Piotr: Warto też dodać, że między tymi przystankami są też inne (nie powiem, że mniejsze 😉 czyli wydanie w sieci “singla bez albumu” w wersji live session (“Obsessed” – wyd. 2018) oraz akustycznych wersji naszych utworów ze studia M w Opolu (wyd. 2020).

M MAG: A w bliższej perspektywie jawią się na horyzoncie koncerty promujące „MANTRAKORĘ”?

Łukasz: Sytuacja koncertowa jest dla nas skomplikowana. Prawdopodobnie zagramy ponownie w listopadzie w klubie Ceregiele 2.0 we Wrocławiu oraz mgliście jawi nam się opcja koncertu w lutym 2022. Powoli skupiamy się na albumie długogrającym i ze względu na to oraz sprawy prywatne nie planujemy trasy koncertowej.

M MAG: Jakie są Wasze muzyczne (lub nie) marzenia?

Paweł: Z muzycznych marzeń to chciałbym zagrać koncert pod ziemią, w Wieliczce. Chciałbym też zobaczyć milion wyświetleń naszego utworu i przeczytać tysiące komentarzy – nie każdemu ma się podobać, chciałbym poznać opinie!

Łukasz: Moim marzeniem jest stworzyć album, z którego będę w stu procentach zadowolony. Idąc za tym liczę na dwie rzeczy. Po pierwsze, że to nigdy nie nastąpi (śmiech) a po drugie, że będziemy mogli dalej tworzyć i się zaskakiwać. 

Piotr: Choć mogłoby to wydawać się trywialne, to bardzo chciałbym abyśmy zagrali koncerty na wszystkich kontynentach (przynajmniej tych zamieszkałych ;-), poznali reakcje ludzi różnych kultur, przeżyli przygody z tym związane i wzbogacili tym naszą twórczość. Chciałbym też dotrzeć do takiego etapu, na którym finanse zespołu pozwolą nam na tworzenie wyjątkowej scenicznej oprawy, takiej która dodatkowo wzmocni naszą muzykę i pogłębi doznania widzów.

M MAG: W takim razie tego Wam życzę i niech każda chwila będzie jak złoto! Dzięki za rozmowę 🙂 
  
ATME wspólnie: Dzięki piękne! Dziękujemy!

Rozmowę przeprowadziła Beata Ejzenhart 

LINK DO ZAKUPU ALBUMU MANTRAKORA:

http://www.prowinylcd.com/pl/glowna/3569-atme-mantrakora-cd-ep-5906395942114.html 

TELEDYSKI:

„River”: 

„Hybrydy”

„Belarus”

SOCIAL MEDIA

Facebook: https://www.facebook.com/ATMEband

Instagram: https://www.instagram.com/atme_band/ 

Youtube: https://www.youtube.com/c/ATMEOfficial 

Soundcloud: https://soundcloud.com/atmeband

Spotify: https://open.spotify.com/artist/2871Dnu3rrUWbkUd84IUnC 

https://atmeband.com/

MANTRAKORA STREAMING PARTY:


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s