Michał, wracasz z nowym singlem – „Lody pistacjowe”. Skąd pomysł na tak wakacyjny tytuł?
Generalnie jestem zakochany we Włoszech i z narzeczoną spędzamy tam każdą wolną chwilę. A wiadomo – Włochy, zbliżające się lato… nie może zabraknąć tego, co kochają wszyscy Włosi, no i ja też – czyli lodów pistacjowych. To właśnie one zainspirowały mnie do stworzenia tego letniaka z nutką włoskiego klimatu.
- Jak narodziła się współpraca z Żanetą Chełminiak? Czy od początku wiedziałeś, że to właśnie z nią chcesz nagrać ten utwór?
Szczerze mówiąc, od początku nie planowałem, że to będzie Żaneta. Rozmawiałem też z innymi wokalistkami na temat tego utworu. Na Żanetę trafiłem właściwie przypadkiem – przeglądając Spotify i jeden z jej kawałków totalnie wpadł mi w ucho. Pomyślałem: „Dobra, co mi tam – piszę o zwrotkę!” I tak właśnie zaczęła się ta współpraca z której jestem bardzo zadowolony 🙂
- Utwór to typowy „letniak”. Co według Ciebie czyni piosenkę idealną na lato?
Dla mnie idealny letniak to taki numer, który od razu wrzuca cię w wakacyjny klimat – lekki beat, chwytliwa melodia i vibe, który sprawia, że masz ochotę tańczyć albo wsiąść w auto i jechać przed siebie. „Lody pistacjowe” to dokładnie taki numer. Ma w sobie luz, słońce i lekkość. No i Żaneta dodała do tego kawałka pięknej energii swoim wokalem – i to właśnie ta całość tworzy idealny letni smak. Pistacjowy oczywiście!
- Jak wyglądał proces tworzenia – od pomysłu, przez studio, aż po gotowy kawałek?
Ciekawostką jest to, że ten utwór tak naprawdę leżał w mojej „szufladzie” już od roku. Chciałem go wypuścić jeszcze we wrześniu zeszłego roku, ale ostatecznie uznałem, że to już trochę za późno na taką letnią propozycję. Numer został też nagrany ponownie w marcu tego roku, bo po czasie miałem do siebie kilka drobnych uwag – i finalnie cieszę się, że to zrobiłem. Jak wspominałem wcześniej, często jesteśmy z narzeczoną we Włoszech, więc zabraliśmy kamerę i nagraliśmy teledysk w Rzymie, który potem sam zmontowałem. Jesteśmy z narzeczoną taką małą armią – staramy się ogarniać całą warstwę wizualną moich piosenek sami: od sesji zdjęciowej, przez okładkę, aż po teledysk.
- Teledysk do singla powstał we Włoszech. Dlaczego akurat tam? Co najbardziej zapadło Ci w pamięć z planu zdjęciowego?
Wiem, że się powtarzam, ale taka jest prawda… Jestem totalnie zakochany we Włoszech i bardzo często tam bywamy. Włochy niesamowicie mnie inspirują muzycznie – dużo czerpię od moich znajomych muzyków z Włoch i zawsze zazdroszczę im tego luzu, zarówno w muzyce, jak i w życiu. To coś, do czego sam dążę. A co do samego teledysku to najbardziej wspominam to, że mimo majówki i ogromnej ilości turystów udało nam się go w ogóle nagrać i aż tak bardzo nie widać ludzi na naszym teledysku mimo nagrywania w bardzo popularnych miejscach.
- Czy „Lody pistacjowe” to jednorazowy projekt, czy początek większej muzycznej przygody?
Nieee, to na pewno nie jest jednorazowy projekt. Bardzo lubię tworzyć piosenki w takim klimacie, zwłaszcza z wokalistkami na feacie! Nie chcę jeszcze zdradzać zbyt wiele, ale mogę powiedzieć jedno… To dopiero początek – wkrótce możecie spodziewać się więcej! 🙂
- Jakie są największe różnice między pracą na planie a w studiu nagraniowym?
Przede wszystkim różnica – przynajmniej w przypadku tego teledysku – między planem zdjęciowym a nagraniami w studio polega na tym, że w studio masz spokój i pracujesz w warunkach, które sam sobie tworzysz. Przy tym teledysku musieliśmy mocno dostosowywać się do sytuacji, którą akurat zastaliśmy na miejscu. Ale kocham jedno i drugie! Na co dzień pracuję na planach, więc jestem do tego przyzwyczajony
- Jak Twoi fani zareagowali na nowy, muzyczny kierunek?
Ludzie zareagowali naprawdę super – dużo osób się odzywa, gratuluje, udostępnia. Sam też jestem bardzo zadowolony, bo widzę, że ten utwór dał mi sporo także muzycznie. Dostaję propozycje nowych współprac i czuję, że to wszystko idzie w dobrym kierunku. Mam nadzieję, że będzie tylko lepiej! 🙂