Blake X Listopad vs. miałkość – debiutancki album z elektronicznego undergroundu

Pisanie o muzyce jest trochę jak śpiewanie o literaturze. Słowem – niełatwe. Szczególnie gdy weźmie się pod pióro zespół robiący wszystko, aby wymknąć się utartemu leksykonowi muzycznych znaczeń. A z takim właśnie przyszło nam się dzisiaj zmierzyć.

7 lipca, prosto z czeluści elektronicznego undergroundu, wyszedł na światło dzienne debiutancki album duetu Blake x Listopad. Jeśli ktoś szuka na dzisiejszej scenie muzycznej zespołu, który wywraca do góry nogami wszystkie oswojone schematy i zdziera z wściekłością każdą możliwą łatkę, może odwiesić pelerynę, bo oto znalazł. 

Kim są muzycy, którzy rzucili wyzwanie miałkości i przekuli umysły słuchaczy na własną modłę?

Blake x Listopad to elektroniczny duet prosto z krakowskiego podziemia. W swojej muzyce łączą elementy industrialu i techno, a rockowy sznyt ściera się z punkową surowością i barokowym przepychem formy. Słuchałaby ich Madonna i Nine Inch Nails. Alternatywna nastolatka i gość skaczący w pogo na Iggym Popie. A przede wszystkim, słuchacz znudzony przewidywalnością i brakiem wyrazu. Mimo skrajnej różnorodności, zespół zachowuje spójność stylu, który nie sposób pomylić z czymkolwiek innym. A to prawdziwa sztuka na nasyconym rynku muzycznym, który często proponuje te same pomysły w innym przebraniu.

Słuchając Blake x Listopad można odnieść wrażenie uczestniczenia w mistycznym rytuale, w którym za cenę duszy i spokoju sumienia otrzymujemy ekstatyczne przeżycie na granicy jawy. Muzyka porywa do tańca i wtrąca w schyłkowość, przytłacza i wynosi pod niebiosa, wywołuje napięcie w oczekiwaniu na katharsis, które, a jakże, następuje z niesłychaną siłą. Wiele rzeczy można o nich powiedzieć, ale z pewnością nie to, że zostawią odbiorcę obojętnym.

Niewątpliwą siłą duetu jest ekspresyjny, wokal, tak różny od jednostajnych, melodyjnych akcentów, do których przyzwyczaiła nas współczesna elektronika. Wokalista swobodnie lawiruje między rozpływającymi się w uszach balladami, mroczną semi-recytacją i potępieńczym rockowym wrzaskiem, rozwalając kopniakiem każdą szufladę, w której słuchacz próbowałby go zamknąć.

Od strony aranżacyjnej, Blake x Listopad ubiera złożone, pełne mroku kompozycje w chwytliwą, taneczną formę. To muzyka dla intelektualistów w gejowskich klubach. Yin i Yang. Światło i mrok. Brokat i gruz. Zachowanie balansu między tymi podejściami jest udziałem takich artystów jak Underworld czy Massive Attack, a i krakowski duet wychodzi z tego wyzwania zwycięsko. 

Muzyka nie jest jednak jedynym aspektem, w którym BxL wyróżnia się na elektronicznej scenie. Uwagę przykuwa także wizualna oprawa zespołu, intrygująca mieszanka surrealizmu, retro futuryzmu i religijnego przepychu. Niepokojący estetyzm wciąga i uzależnia, zaprasza i odpycha, upodabniając widza do Alicji o krok przed przejściem na drugą stronę lustra. Czy się odważy?

Zaproszenie do mistycznego uniwersum znajdziemy w dwóch opublikowanych niedawno teledyskach zespołu: industrialnym coverze She Lost Control Joy Division oraz Ring of Fire, brzmiącym jak nieślubne dziecko Johnny’ego Casha i Nine Inch Nails. Obie kompozycję promują debiutancki album Blake x Listopad, który 7 lipca trafił na wszystkie platformy streamingowe. 

Choć w kontekście sztuki łatwo na prawo i lewo rzucać słowem “unikatowy”, w przypadku Blake x Listopad jest to tytuł w pełni zasłużony. Zespół nie boi się wkraczać na niebezpieczne, eksperymentalne rejony, pozostając przy tym niezwykle autentycznym. I ta autentyczność uzależnia. W ich debiutanckim albumie brzmi świeżość i niepokorność, a jednocześnie nic nie zostaje oddane przypadkowi. Może tylko poza słodkim bezdrożem kolektywnego szaleństwa.

Spotify: https://open.spotify.com/artist/7KvGc9RgrTgvR3tH1Vfxuw?si=nYFxS6T3SfanbgDXAWCQTQ

YouTube: https://www.youtube.com/channel/UCCYm6okwjr2XW84rjdI2qMQ

Instagram: https://www.instagram.com/blake_x_listopad/

Facebook: https://www.facebook.com/blakexlistopad

Dodaj komentarz